Od mojego ostatniego spotkania z Nath’em minęło
jakieś..hmm… jakieś 2 tygodnie. Ciągle się wykręcał tłumacząc, że ma teraz
straszną harówkę w pracy. Pytałam go kilkakrotnie co to jest za niesamowita
praca skoro za każdym razem, kiedy chcę się z nim spotkać, a biorę pod uwagę
również niedziele, bo jak wiadomo również mam prace. (Nudna biblioteka. Ahh.),
to spławiał mnie, że wystarczająco męcząca i kiedyś sama to odkryje, a nawet
jest zaskoczony, że jeszcze tego nie dokonałam. Nie powiem, dało mi to troszkę
do myślenia, no ale nie wiedziałam, którego tropu się chwycić, więc
pozostawiłam to tak jak jest. Oczywiście
pomimo tego utrzymujemy ze sobą stały kontakt . Wiadomo, sms no i nocne rozmowy. Oczywiście kiedy Tony nie spał
u mnie. Bardzo by się wkurzył. Teraz to już w ogólnie nie przypomina tego
człowieka, którego obdarzyłam uczuciem przeszło 2 lata temu. Chodzi
poddenerwowany, nie sypia u mnie tak często jak to było kiedyś, jeżeli chcę się
z nim spotkać, tłumaczy, że nie ma czasu. Jednak to co najbardziej mnie
niepokoi to, to że ostatnio, bez jakiejkolwiek przyczyny zaczął na mnie
wrzeszczeć. Oczywiście, podczas kłótni zazwyczaj na siebie krzyczeliśmy, bo kto
na tym świecie jest idealny? Nikt. To oczywiste. Ale on zachowywał się jak
naprawdę nie byłby sobą. Myślałam, że to tylko chwilowe, że jak jego koledzy
wyjadą, to on powróci do bycia taką osobą jaką był wcześniej. Normalną i
kochającą. Nie raz zdarzyło mi się przepłakać noce, ale to jak teraz się
okazuje był tylko i wyłącznie początek tego co miało później nastąpić.
Pewnego dnia, gdy wracałam akurat z biblioteki, spotkałam
Nath’a. Nalegał byśmy porozmawiali, bo ma dla mnie bardzo ważną wiadomość.
Niestety naprawdę spieszyłam się do domu, bo obiecałam Tony’emu, że wrócę
dzisiaj wcześniej i pojedziemy znajomych z lotniska. Nie dało się nie zauważyć
jego rozczarowania, pomimo tego, że i tak nie widywaliśmy się zbyt często. Z
jednej strony to chciałam się na nim troszeczkę odgryźć za to, że to on
wiecznie nie miał dla mnie czasu pomimo moich starań, a teraz gdy nagle on
czegoś zapotrzebował to zaraz musi wszystko wypalić i w ogóle. Jednak ja tak
nie potrafię. „Nath, ja wiem, że skoro mówisz, że to ważna sprawa to faktycznie
taka ona jest, ale wybacz dziś nie dam rady. Muszę odebrać znajomych z
lotniska. Dziś przylatują i nas poprosili, a wiesz głupio odmówić. Nawet wcześniej
się dziś z pracy wyrwałam.” Skwitowałam chłopaka. „Ale to zajmie ci góra 5 min.
Obiecuje.” Miałam się już zgodzić, gdy w pewnym momencie podjechało czarne
Audi. Oczywiście rozpoznaje ten samochód. To Tony. Spojrzałam w jego kierunku.
Ten zatitał klaksonem po czym otworzył drzwi, wysiadł i pokierował się w naszym
kierunku. „cześć bejbe, nie miałaś się czasem wcześniej zerwać z pracy?”
powiedział to takim groźnym wzrokiem. Nastała cisza. Popatrzałam na Nath’a,
wykonałam przepraszający wyraz twarzy i odeszłam z chłopakiem. Gdy się
obróciłam i wsiadłam do auta, zobaczyłam tylko smutną minę chłopaka. Było mi go
żal, nawet nie mogłam się z nim pożegnać, bo gdyby Ton się skapnął, że się
znamy i to dobrze, byłby zły, a na kolejną kłótnie nie mam ochoty. „Kto to był
za chłoptaś?” przerwał ciszę. „znajomy, nikt ważny” odpowiedziałam cicho. „To
dobrze, bo jak co, dostanie nauczkę, żeby do zajętych lasek nie zarywać”. Nie
odezwałam się. Wolałam to po prostu przemilczeć. Naprawdę go nie poznawałam.
Zawsze potrafił zrozumieć, że mam również kolegów. „Za 3 dni wylatujemy”.
Wypowiedział te słowa tak spokojnie jakby były one oczywiste. Jakby były
formalnością, coś na co się zgodziłam i tylko teraz pozostało na to czekać i
odliczać dni. Dla mnie to były słowa jakby kary. Tyle razy mu tłumaczyłam, że
nie chcę zostawiać tutaj Emily, pracy, znajomych no i…Nathana. Za dużo
wspomnień mam z tym miastem z resztą ja nie jestem jeszcze gotowa żeby z nim
zamieszkać. Nie po tym wszystkim co się teraz dzieje. Tam będą jego kumple, a moi…a
moi pozostaną tutaj. „myślałam, że ten chory pomysł już wyparował ci z głowy”.
Odpowiedziałam. Nastała chwila ciszy. Tony zatrzymał pojazd na poboczu po czym
zwrócił się w moją stronę. „Dlaczego się upierasz? Czy nie tego chciałaś?
Wspólnego życia ze mną? W naszym własnym domu?”. Jego oczy skierowane były na
moje. Nie wiedziałam za bardzo co odpowiedzieć. Przygryzłam lekko wargę po czym
w końcu po chwili namysłu przemówiłam „tak, oczywiście, że chciałam, ale nie
możesz robić tego znienacka. Przecież ja się tutaj wychowałam, tutaj mam
przyjaciół i tutaj mam pracę. Dlaczego chcesz mi to teraz odebrać. Powinniśmy
razem decydować się na tak poważne zmiany w naszym życiu jak przeprowadzka, a
tym bardziej tak daleko”. Znowu nastała cisza. Widziałam jak w jego oczach
zbiera się gniew. „No super, teraz to się zacznie kolejna wojna” pomyślałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz