piątek, 31 maja 2013

rozdział 12



Od mojego ostatniego spotkania z Nath’em minęło jakieś..hmm… jakieś 2 tygodnie. Ciągle się wykręcał tłumacząc, że ma teraz straszną harówkę w pracy. Pytałam go kilkakrotnie co to jest za niesamowita praca skoro za każdym razem, kiedy chcę się z nim spotkać, a biorę pod uwagę również niedziele, bo jak wiadomo również mam prace. (Nudna biblioteka. Ahh.), to spławiał mnie, że wystarczająco męcząca i kiedyś sama to odkryje, a nawet jest zaskoczony, że jeszcze tego nie dokonałam. Nie powiem, dało mi to troszkę do myślenia, no ale nie wiedziałam, którego tropu się chwycić, więc pozostawiłam to tak jak jest.  Oczywiście pomimo tego utrzymujemy ze sobą stały kontakt . Wiadomo, sms no i  nocne rozmowy. Oczywiście kiedy Tony nie spał u mnie. Bardzo by się wkurzył. Teraz to już w ogólnie nie przypomina tego człowieka, którego obdarzyłam uczuciem przeszło 2 lata temu. Chodzi poddenerwowany, nie sypia u mnie tak często jak to było kiedyś, jeżeli chcę się z nim spotkać, tłumaczy, że nie ma czasu. Jednak to co najbardziej mnie niepokoi to, to że ostatnio, bez jakiejkolwiek przyczyny zaczął na mnie wrzeszczeć. Oczywiście, podczas kłótni zazwyczaj na siebie krzyczeliśmy, bo kto na tym świecie jest idealny? Nikt. To oczywiste. Ale on zachowywał się jak naprawdę nie byłby sobą. Myślałam, że to tylko chwilowe, że jak jego koledzy wyjadą, to on powróci do bycia taką osobą jaką był wcześniej. Normalną i kochającą. Nie raz zdarzyło mi się przepłakać noce, ale to jak teraz się okazuje był tylko i wyłącznie początek tego co miało później nastąpić.
Pewnego dnia, gdy wracałam akurat z biblioteki, spotkałam Nath’a. Nalegał byśmy porozmawiali, bo ma dla mnie bardzo ważną wiadomość. Niestety naprawdę spieszyłam się do domu, bo obiecałam Tony’emu, że wrócę dzisiaj wcześniej i pojedziemy znajomych z lotniska. Nie dało się nie zauważyć jego rozczarowania, pomimo tego, że i tak nie widywaliśmy się zbyt często. Z jednej strony to chciałam się na nim troszeczkę odgryźć za to, że to on wiecznie nie miał dla mnie czasu pomimo moich starań, a teraz gdy nagle on czegoś zapotrzebował to zaraz musi wszystko wypalić i w ogóle. Jednak ja tak nie potrafię. „Nath, ja wiem, że skoro mówisz, że to ważna sprawa to faktycznie taka ona jest, ale wybacz dziś nie dam rady. Muszę odebrać znajomych z lotniska. Dziś przylatują i nas poprosili, a wiesz głupio odmówić. Nawet wcześniej się dziś z pracy wyrwałam.” Skwitowałam chłopaka. „Ale to zajmie ci góra 5 min. Obiecuje.” Miałam się już zgodzić, gdy w pewnym momencie podjechało czarne Audi. Oczywiście rozpoznaje ten samochód. To Tony. Spojrzałam w jego kierunku. Ten zatitał klaksonem po czym otworzył drzwi, wysiadł i pokierował się w naszym kierunku. „cześć bejbe, nie miałaś się czasem wcześniej zerwać z pracy?” powiedział to takim groźnym wzrokiem. Nastała cisza. Popatrzałam na Nath’a, wykonałam przepraszający wyraz twarzy i odeszłam z chłopakiem. Gdy się obróciłam i wsiadłam do auta, zobaczyłam tylko smutną minę chłopaka. Było mi go żal, nawet nie mogłam się z nim pożegnać, bo gdyby Ton się skapnął, że się znamy i to dobrze, byłby zły, a na kolejną kłótnie nie mam ochoty. „Kto to był za chłoptaś?” przerwał ciszę. „znajomy, nikt ważny” odpowiedziałam cicho. „To dobrze, bo jak co, dostanie nauczkę, żeby do zajętych lasek nie zarywać”. Nie odezwałam się. Wolałam to po prostu przemilczeć. Naprawdę go nie poznawałam. Zawsze potrafił zrozumieć, że mam również kolegów. „Za 3 dni wylatujemy”. Wypowiedział te słowa tak spokojnie jakby były one oczywiste. Jakby były formalnością, coś na co się zgodziłam i tylko teraz pozostało na to czekać i odliczać dni. Dla mnie to były słowa jakby kary. Tyle razy mu tłumaczyłam, że nie chcę zostawiać tutaj Emily, pracy, znajomych no i…Nathana. Za dużo wspomnień mam z tym miastem z resztą ja nie jestem jeszcze gotowa żeby z nim zamieszkać. Nie po tym wszystkim co się teraz dzieje. Tam będą jego kumple, a moi…a moi pozostaną tutaj. „myślałam, że ten chory pomysł już wyparował ci z głowy”. Odpowiedziałam. Nastała chwila ciszy. Tony zatrzymał pojazd na poboczu po czym zwrócił się w moją stronę. „Dlaczego się upierasz? Czy nie tego chciałaś? Wspólnego życia ze mną? W naszym własnym domu?”. Jego oczy skierowane były na moje. Nie wiedziałam za bardzo co odpowiedzieć. Przygryzłam lekko wargę po czym w końcu po chwili namysłu przemówiłam „tak, oczywiście, że chciałam, ale nie możesz robić tego znienacka. Przecież ja się tutaj wychowałam, tutaj mam przyjaciół i tutaj mam pracę. Dlaczego chcesz mi to teraz odebrać. Powinniśmy razem decydować się na tak poważne zmiany w naszym życiu jak przeprowadzka, a tym bardziej tak daleko”. Znowu nastała cisza. Widziałam jak w jego oczach zbiera się gniew. „No super, teraz to się zacznie kolejna wojna” pomyślałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz