Idąc chodnikiem za rękę z moim chłopakiem rozmyślałam
mogę powiedzieć o wszystkim. Sama nie potrafię odpowiedzieć na pytanie
dlaczego. Po prostu. Może czułam się szczęśliwa? Nie wiem, może. „o czym
rozmyślasz? Zapytał Tony. „ogólnie. Powiedz mi lepiej co to za niespodziankę
dla mnie przyszykowałeś.” „ nie mogę ci powiedzieć, bo to już by nie była
niespodzianka. Zaraz będziemy na miejscu
to się wszystkiego dowiesz. I nie pytaj co chwilkę, bo i tak się wcześniej nie
dowiesz.” Po czym ścisnął moją rękę mocniej.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Tony stanął pierwszy
na znak, że jesteśmy tutaj gdzie mieliśmy dotrzeć. Moim oczom ukazała się
niewielka knajpka. Szczerze mówiąc pomyślałam, że jak już to zabierze mnie w
jakieś bardziej wykwintne miejsce, ale później jakbym odpuściła, bo przecież
liczy się sam gest. Po facetach nie
można za dużo oczekiwać. Trzeba się cieszyć z tego co się ma. Teraz też
rozumiałam jego brak zainteresowania co do dzisiejszego ubioru. Wchodząc do
środka, muszę przyznać, przestrzeń zrobiła na mnie wrażenie. Teraz już wiem,
dlaczego Tony wybrał takie a nie inne miejsce. Sala miała śliczny, taki domowy
wystrój, w rogu znajdował się bar a dookoła niego dużo stoliczków, które już
prawie w pełni były zajęte. Po drugiej zaś stronie znajdowała się sala. Jakby
dyskotekowa mogę rzec. 2 w 1, pomyślałam. Jakby się troszkę zagłębić w tej
części, w której była niby sala taneczna, można
było dostrzec coś na pozór sceny. Najwidoczniej na dziś
przewidywany był jakiś koncert. Niestety
zbyt dużo ludzi kręciło się w tamtej części, żeby cokolwiek zdołać zauważyć.
Porzuciłam, więc te myśl, gdyż przecież nie przyszłam tutaj na koncert, a na
kolacje z ukochanym. W czasie kiedy Tony zamawiał przy barze, ja zajęłam swe
miejsce przy stoliku. Ciągle zastanawiało mnie, co to za tajemnicza
niespodzianka. Nie moja wina, że wprost uwielbiam niespodzianki, a nie chcąc mi
jej wyjawić, zjada mnie to. Z zamyśleń wyrwał mnie głos chłopaka. Opowiadaliśmy
sobie śmieszne historie, żarty, później zjedliśmy kolacje. Było idealnie. Tak
jak wcześniej. Cieszyłam się. Naprawdę byłam szczęśliwa. Do momentu jednak, gdy
chłopak w końcu wyjawił mi co to ma być za radosna niespodzianka. „a więc
kochanie, nadszedł czas na obiecaną niespodziankę” złapał mnie za ręce, które były
oparte na stoliku, obok świec. Na samą myśl i słowo ”niespodzianka” moje serce przyspieszyło rytm. Kocham to.
„nareszcie, bo już myślałam, że albo się rozmyśliłeś, albo zapomniałeś. Gadaj”.
Wypowiedziałam te słowa z ogromną ekscytacja. „ wyjeżdżamy. Do Irlandii. Za 3
dni. Co o tym myślisz?” .Zatkało mnie. My mamy jechać do Irlandii? Ale jak to?
A co z życiem, które tutaj zbudowaliśmy.” Jak to wyjeżdżamy? A co z życiem
tutaj?” zapytałam, trochę zbita z tropu. „zapomnij o tym życiu. I tak nic
wartościowego ono tutaj nie wnosi. A tam? Możemy zacząć je od nowa. Wspólnie, tylko ty i ja. Na zawsze”. Nie wiedziałam zupełnie
co o tym wszystkim sądzić. Gdy wypowiadał te słowa, mówił to z takim
przekonaniem i jednocześnie fascynacją,
że faktycznie, uwierzyłam, że nic mnie tutaj nie trzyma. Ale żeby za 3 dni. Nie
byłam do końca pewna. „ ale skąd u ciebie taki pomysł? I to tak nagle.” „
znalazłem lepszą, znakomicie płatną pracę, problem w tym, że w Irlandii,
dlatego chciałbym, żebyś się ze mną tam wyprowadziła i zaczęła wszystko od
nowa.” „nie wiem, naprawdę. Muszę przyznać, że zaskoczyłeś mnie tym
stwierdzeniem. A co z twoimi kumplami, których tutaj magicznie odnalazłeś?”
wiem, że może to troszkę głupio zabrzmiało, ale to właśnie mi przyszło na myśl.
„ oni też jadą. W ogóle jak się okazało, to oni tam mieszkają i specjalnie
przyjechali tutaj, do Londynu, by osobiście się mnie zapytać, czy pomógłbym im,
tam w Irlandii przy robocie. Powinni tutaj zaraz się zjawić, to dokładnie
będziesz mogła ich dopytać” w tym momencie spojrzał na zegarek. Na samą myśl,
że mają tutaj przyjść i psuć mi MÓJ wieczór z MOIM chłopakiem, aż się we mnie
zagotowało. W dodatku, ONI chcą byśmy wszyscy wyjechali do nich. No dobre
sobie. Do momentu, w którym nie wspomniał o swoich kumplach, byłam w stanie
przystać na jego propozycję, ale teraz….sama nie wiem.
Za nie całe 5 min, zjawili się oni…kumple Tony’ego. Gdy
tylko się do nas dosiedli, poczułam jak ktoś łapię mnie za tyłek. To obleśne
pomyślałam, szarpiąc wręcz rękę, sciągając ją jednocześnie z mojego pośladka.
„idę do baru. Jak coś to przyjdź” odparłam do Tony’ego, który jak mi się zdaje,
zbyt pochłonięty rozmową, nie usłyszał nawet moich słów.
__________________________________________________________________________________
Proszę Was bardzo o wyrażania swojej opinii na temat tego opowiadania. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz