poniedziałek, 13 maja 2013

rozdział 8



Idąc chodnikiem za rękę z moim chłopakiem rozmyślałam mogę powiedzieć o wszystkim. Sama nie potrafię odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Po prostu. Może czułam się szczęśliwa? Nie wiem, może. „o czym rozmyślasz? Zapytał Tony. „ogólnie. Powiedz mi lepiej co to za niespodziankę dla mnie przyszykowałeś.” „ nie mogę ci powiedzieć, bo to już by nie była niespodzianka. Zaraz będziemy  na miejscu to się wszystkiego dowiesz. I nie pytaj co chwilkę, bo i tak się wcześniej nie dowiesz.” Po czym ścisnął moją rękę mocniej.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Tony stanął pierwszy na znak, że jesteśmy tutaj gdzie mieliśmy dotrzeć. Moim oczom ukazała się niewielka knajpka. Szczerze mówiąc pomyślałam, że jak już to zabierze mnie w jakieś bardziej wykwintne miejsce, ale później jakbym odpuściła, bo przecież liczy  się sam gest. Po facetach nie można za dużo oczekiwać. Trzeba się cieszyć z tego co się ma. Teraz też rozumiałam jego brak zainteresowania co do dzisiejszego ubioru. Wchodząc do środka, muszę przyznać, przestrzeń zrobiła na mnie wrażenie. Teraz już wiem, dlaczego Tony wybrał takie a nie inne miejsce. Sala miała śliczny, taki domowy wystrój, w rogu znajdował się bar a dookoła niego dużo stoliczków, które już prawie w pełni były zajęte. Po drugiej zaś stronie znajdowała się sala. Jakby dyskotekowa mogę rzec. 2 w 1, pomyślałam. Jakby się troszkę zagłębić w tej części, w której była niby sala taneczna, można  było dostrzec coś na pozór sceny. Najwidoczniej na dziś przewidywany  był jakiś koncert. Niestety zbyt dużo ludzi kręciło się w tamtej części, żeby cokolwiek zdołać zauważyć. Porzuciłam, więc te myśl, gdyż przecież nie przyszłam tutaj na koncert, a na kolacje z ukochanym. W czasie kiedy Tony zamawiał przy barze, ja zajęłam swe miejsce przy stoliku. Ciągle zastanawiało mnie, co to za tajemnicza niespodzianka. Nie moja wina, że wprost uwielbiam niespodzianki, a nie chcąc mi jej wyjawić, zjada mnie to. Z zamyśleń wyrwał mnie głos chłopaka. Opowiadaliśmy sobie śmieszne historie, żarty, później zjedliśmy kolacje. Było idealnie. Tak jak wcześniej. Cieszyłam się. Naprawdę byłam szczęśliwa. Do momentu jednak, gdy chłopak w końcu wyjawił mi co to ma być za radosna niespodzianka. „a więc kochanie, nadszedł czas na obiecaną niespodziankę” złapał mnie za ręce, które były oparte na stoliku, obok świec. Na samą myśl i słowo ”niespodzianka” moje  serce przyspieszyło rytm. Kocham to. „nareszcie, bo już myślałam, że albo się rozmyśliłeś, albo zapomniałeś. Gadaj”. Wypowiedziałam te słowa z ogromną ekscytacja. „ wyjeżdżamy. Do Irlandii. Za 3 dni. Co o tym myślisz?” .Zatkało mnie. My mamy jechać do Irlandii? Ale jak to? A co z życiem, które tutaj zbudowaliśmy.” Jak to wyjeżdżamy? A co z życiem tutaj?” zapytałam, trochę zbita z tropu. „zapomnij o tym życiu. I tak nic wartościowego ono tutaj nie wnosi. A tam? Możemy zacząć  je od nowa. Wspólnie, tylko  ty i ja. Na zawsze”. Nie wiedziałam zupełnie co o tym wszystkim sądzić. Gdy wypowiadał te słowa, mówił to z takim przekonaniem i jednocześnie  fascynacją, że faktycznie, uwierzyłam, że nic mnie tutaj nie trzyma. Ale żeby za 3 dni. Nie byłam do końca pewna. „ ale skąd u ciebie taki pomysł? I to tak nagle.” „ znalazłem lepszą, znakomicie płatną pracę, problem w tym, że w Irlandii, dlatego chciałbym, żebyś się ze mną tam wyprowadziła i zaczęła wszystko od nowa.” „nie wiem, naprawdę. Muszę przyznać, że zaskoczyłeś mnie tym stwierdzeniem. A co z twoimi kumplami, których tutaj magicznie odnalazłeś?” wiem, że może to troszkę głupio zabrzmiało, ale to właśnie mi przyszło na myśl. „ oni też jadą. W ogóle jak się okazało, to oni tam mieszkają i specjalnie przyjechali tutaj, do Londynu, by osobiście się mnie zapytać, czy pomógłbym im, tam w Irlandii przy robocie. Powinni tutaj zaraz się zjawić, to dokładnie będziesz mogła ich dopytać” w tym momencie spojrzał na zegarek. Na samą myśl, że mają tutaj przyjść i psuć mi MÓJ wieczór z MOIM chłopakiem, aż się we mnie zagotowało. W dodatku, ONI chcą byśmy wszyscy wyjechali do nich. No dobre sobie. Do momentu, w którym nie wspomniał o swoich kumplach, byłam w stanie przystać na jego propozycję, ale teraz….sama nie wiem.
Za nie całe 5 min, zjawili się oni…kumple Tony’ego. Gdy tylko się do nas dosiedli, poczułam jak ktoś łapię mnie za tyłek. To obleśne pomyślałam, szarpiąc wręcz rękę, sciągając ją jednocześnie z mojego pośladka. „idę do baru. Jak coś to przyjdź” odparłam do Tony’ego, który jak mi się zdaje, zbyt pochłonięty rozmową, nie usłyszał nawet moich słów.
__________________________________________________________________________________
Proszę Was bardzo o wyrażania swojej opinii na temat tego opowiadania. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz