Rano, obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Przez
moment nie mogłam sobie przypomnieć, dlaczego czuję się tak okropnie, natomiast
po chwili przypomniało mi się, że miałam świętować z Tony’m…w restauracji.
Odeszłam od stolika, totalnie wkurzona i potem…film się urywa. Podniosłam się,
w dalszym ciągu leżąc w łóżku, rozglądnęłam się. Hola hola…Ja nie jestem u
siebie. Moje serce zaczęło szybciej bić. Co ja do cholery tutaj robię?! Boże,
to na pewno nie pokój Tony’ego, a co dopiero mój. Obróciłam się w bok. Nikogo
tam nie było. Bałam się. A co jeśli ktoś wykorzystał sytuacje i upitą do
nieprzytomności porwał i…w tym momencie spojrzałam na siebie. Nie. Byłam ubrana
tak jak wyszłam z domu. Złapałam się z głowę. Muszę iść. Szybko muszę iść.
Poszukałam swojej torebki i łapiąc ją szybko wybiegłam z pokoju. Usłyszałam, że
ktoś krząta się w kuchni. Moje serce znów zaczęło bić. W głowie miałam tylko i
wyłącznie jedną myśl : MUSZE SIĘ STĄD WYDOSTAĆ…ŻYWA! Po cichutku zaczęłam się
skradać po schodach. Teraz to ja czułam się jak jakiś złodziej, który zdobył
łupy i teraz próbuje się z nimi wydostać. Jeden krok, drugi, trzeci…Gdy już
miałam otwierać frontowe drzwi i w końcu opuścić nieznane mi miejsce, ktoś
złapał mnie za rękę.” A ty gdzie się wybierasz, śniadanie co prawda nie jest
jeszcze gotowe, ale za jakieś dobre 5 min obiecuję, że będzie”. Na dźwięk jego
głosu aż podskoczyłam. Obróciłam się w powoli w jego kierunku i ujrzałam
wysokiego, niebieskookiego chłopaka z burzą loków na głowie. Jego uśmiech był
ciepły, pełen dobroci. Nie! Stój! To przecież może być jakaś podpucha. Ty go
nie znasz. Moje myśli zaczęły się bić. „ja, ja myślę, że powinnam już pójść.
Nie czuję się świetnie, do tego…” nie zdążyłam nawet dokończyć zdania, gdyż
chłopak (dalej trzymający mnie za rękę) zaprowadził mnie do kuchni, w której
siedziało jeszcze trzech innych, nieznajomych mi kolesi. Czułam się dziwnie i…przecież
dzień wcześniej upiłam się tak, że nawet nie wiem u kogo spałam. Byłam tak
zdenerwowana, że nie mogłam wydusić z siebie słowa i wszystko na co było mnie
stać w tym momencie to zabawa palcami. „zestresowana, co ?” zapytał mulat. „w
ogóle, myśmy się jeszcze nie przedstawili. Ja jestem Siva” wyciągnął do mnie
rękę, którą uścisnęłam. „ja jestem Max” odezwał się nagle łysy chłopak. „ja natomiast
jestem Tom, a ten osobnik, który krząta się, żeby na pozór, że jemy normalnie
śniadania, nazywa się Jay. Loczek odwrócił się na dźwięk wypowiedzianego
swojego imienia i radośnie pomachał. W ten usłyszałam zatrzaskujące się głośno
z hukiem drzwi. Wszyscy aż podskoczyli.
Do kuchni wszedł jeszcze jeden chłopak. Z resztą dobrze mi znany. Na jego
widok, troszkę się rozluźniłam, no i troszkę pamięć ze wczorajszej nocy
powróciła. „widzę, że już zdążyłaś się już zapoznać z resztą grupy. Fajnie”
podszedł do mnie i pocałował w policzek. Nie powiem, spodobało mi się to,
aczkolwiek z tego powodu, że każdy się na mnie w tym momencie patrzał, zrobiłam
się czerwona jak burak. A niech to, pomyślą, że mi się podoba, a przecież ja
mam chłopaka. „chłopcy, na prawdę miło mi was było poznać, ale muszę już
lecieć.” Tym samych wstałam z krzesła. „już?” odwrócił się loczek. „ale ja
właśnie skończyłem full English breakfast” powiedział smutno, robiąc przy tym
minę szczeniaczka. Można by pomyśleć, że zrobił do adekwatnie do sytuacji, że
już muszę iść i w ogóle, lecz ja miałam głupie
wrażenie, że faktycznie jest smutny. „dobrze, zostanę specjalnie na
twoje super śniadanie. Jak mam być szczera, to jestem głodna jak wilk.” Na te
słowa wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Jedynie Nathan coś jakiś taki dziwny był.
Jak wszedł, wszystko było w porządku, radosny, uśmiechnięty, a teraz. Nie wiem
o co mu chodzi. Może jest zły, że zostaje u nich na śniadaniu? Muszę z nim
pogadać, a i tak muszę, bo chcę wiedzieć, dlaczego nocowałam u nich w mieszkaniu,
a nie we własnych, albo przynajmniej u Tony’ego. O kurcze. Tony. Co z nim? I jak
zareaguje, że nie wróciłam na noc do domu. A jeśli dowie się, że spałam u
Nathan’a. Boże on mnie zabije. Zerwie ze mną. Na te wszystkie myśli, poczułam
lęk i potrzebę powrotu do domu. W pośpiechu, zjadłam troszkę z talerza, żeby
nie było.” Co? Nie smakuje ci prawda? Wiedziałem to od zawsze, że Jay to marny
kucharz” wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz Jay’a oczywiście. „ ej, spadówa. Nie
dość, że specjalnie wstaję wcześniej żeby zrobić wam śniadanie, a wy jeszcze
wybrzydzacie. Jesteście okropni” po czym skrzyżował ręce na piersi i siedział
taki oburzony. W duchu śmiałam się jak mała dziewczynka. „ nie, oczywiście, że
mi smakuje, ale naprawdę muszę już iść”. Odpowiedziałam.” „to cieszę się, że
chociaż tobie smakuje” wyszczerzył się chłopak. „ dobra Ann, odprowadzę cię”
wtrącił się nagle Nathan. Wszystkich oczy powędrowały na niego. Poczułam dziwne
uczucie jakby chciał mnie wyrzucić. „dzięki za śniadanie, pomimo tego co mówią
chłopcy, pyszne”. Chłopak się uśmiechnął, a Nath pociągnął za rękę „idziemy?”
_____________________________________________________________________
Przepraszam wszystkich tych co czytają tego bloga. Nie miałam jak dodać rodziału i niestety teraz coraz to częściej tak będzie, że będą się one pojawiać co 2-3 dni :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz