niedziela, 19 maja 2013

rozdział 10



Rano, obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Przez moment nie mogłam sobie przypomnieć, dlaczego czuję się tak okropnie, natomiast po chwili przypomniało mi się, że miałam świętować z Tony’m…w restauracji. Odeszłam od stolika, totalnie wkurzona i potem…film się urywa. Podniosłam się, w dalszym ciągu leżąc w łóżku, rozglądnęłam się. Hola hola…Ja nie jestem u siebie. Moje serce zaczęło szybciej bić. Co ja do cholery tutaj robię?! Boże, to na pewno nie pokój Tony’ego, a co dopiero mój. Obróciłam się w bok. Nikogo tam nie było. Bałam się. A co jeśli ktoś wykorzystał sytuacje i upitą do nieprzytomności porwał i…w tym momencie spojrzałam na siebie. Nie. Byłam ubrana tak jak wyszłam z domu. Złapałam się z głowę. Muszę iść. Szybko muszę iść. Poszukałam swojej torebki i łapiąc ją szybko wybiegłam z pokoju. Usłyszałam, że ktoś krząta się w kuchni. Moje serce znów zaczęło bić. W głowie miałam tylko i wyłącznie jedną myśl : MUSZE SIĘ STĄD WYDOSTAĆ…ŻYWA! Po cichutku zaczęłam się skradać po schodach. Teraz to ja czułam się jak jakiś złodziej, który zdobył łupy i teraz próbuje się z nimi wydostać. Jeden krok, drugi, trzeci…Gdy już miałam otwierać frontowe drzwi i w końcu opuścić nieznane mi miejsce, ktoś złapał mnie za rękę.” A ty gdzie się wybierasz, śniadanie co prawda nie jest jeszcze gotowe, ale za jakieś dobre 5 min obiecuję, że będzie”. Na dźwięk jego głosu aż podskoczyłam. Obróciłam się w powoli w jego kierunku i ujrzałam wysokiego, niebieskookiego chłopaka z burzą loków na głowie. Jego uśmiech był ciepły, pełen dobroci. Nie! Stój! To przecież może być jakaś podpucha. Ty go nie znasz. Moje myśli zaczęły się bić. „ja, ja myślę, że powinnam już pójść. Nie czuję się świetnie, do tego…” nie zdążyłam nawet dokończyć zdania, gdyż chłopak (dalej trzymający mnie za rękę) zaprowadził mnie do kuchni, w której siedziało jeszcze trzech innych, nieznajomych mi kolesi. Czułam się dziwnie i…przecież dzień wcześniej upiłam się tak, że nawet nie wiem u kogo spałam. Byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam wydusić z siebie słowa i wszystko na co było mnie stać w tym momencie to zabawa palcami. „zestresowana, co ?” zapytał mulat. „w ogóle, myśmy się jeszcze nie przedstawili. Ja jestem Siva” wyciągnął do mnie rękę, którą uścisnęłam. „ja jestem Max” odezwał się nagle łysy chłopak. „ja natomiast jestem Tom, a ten osobnik, który krząta się, żeby na pozór, że jemy normalnie śniadania, nazywa się Jay. Loczek odwrócił się na dźwięk wypowiedzianego swojego imienia i radośnie pomachał. W ten usłyszałam zatrzaskujące się głośno z  hukiem drzwi. Wszyscy aż podskoczyli. Do kuchni wszedł jeszcze jeden chłopak. Z resztą dobrze mi znany. Na jego widok, troszkę się rozluźniłam, no i troszkę pamięć ze wczorajszej nocy powróciła. „widzę, że już zdążyłaś się już zapoznać z resztą grupy. Fajnie” podszedł do mnie i pocałował w policzek. Nie powiem, spodobało mi się to, aczkolwiek z tego powodu, że każdy się na mnie w tym momencie patrzał, zrobiłam się czerwona jak burak. A niech to, pomyślą, że mi się podoba, a przecież ja mam chłopaka. „chłopcy, na prawdę miło mi was było poznać, ale muszę już lecieć.” Tym samych wstałam z krzesła. „już?” odwrócił się loczek. „ale ja właśnie skończyłem full English breakfast” powiedział smutno, robiąc przy tym minę szczeniaczka. Można by pomyśleć, że zrobił do adekwatnie do sytuacji, że już muszę iść i w ogóle, lecz ja miałam głupie  wrażenie, że faktycznie jest smutny. „dobrze, zostanę specjalnie na twoje super śniadanie. Jak mam być szczera, to jestem głodna jak wilk.” Na te słowa wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Jedynie Nathan coś jakiś taki dziwny był. Jak wszedł, wszystko było w porządku, radosny, uśmiechnięty, a teraz. Nie wiem o co mu chodzi. Może jest zły, że zostaje u nich na śniadaniu? Muszę z nim pogadać, a i tak muszę, bo chcę wiedzieć, dlaczego nocowałam u nich w mieszkaniu, a nie we własnych, albo przynajmniej u Tony’ego. O kurcze. Tony. Co z nim? I jak zareaguje, że nie wróciłam na noc do domu. A jeśli dowie się, że spałam u Nathan’a. Boże on mnie zabije. Zerwie ze mną. Na te wszystkie myśli, poczułam lęk i potrzebę powrotu do domu. W pośpiechu, zjadłam troszkę z talerza, żeby nie było.” Co? Nie smakuje ci prawda? Wiedziałem to od zawsze, że Jay to marny kucharz” wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz Jay’a oczywiście. „ ej, spadówa. Nie dość, że specjalnie wstaję wcześniej żeby zrobić wam śniadanie, a wy jeszcze wybrzydzacie. Jesteście okropni” po czym skrzyżował ręce na piersi i siedział taki oburzony. W duchu śmiałam się jak mała dziewczynka. „ nie, oczywiście, że mi smakuje, ale naprawdę muszę już iść”. Odpowiedziałam.” „to cieszę się, że chociaż tobie smakuje” wyszczerzył się chłopak. „ dobra Ann, odprowadzę cię” wtrącił się nagle Nathan. Wszystkich oczy powędrowały na niego. Poczułam dziwne uczucie jakby chciał mnie wyrzucić. „dzięki za śniadanie, pomimo tego co mówią chłopcy, pyszne”. Chłopak się uśmiechnął, a Nath pociągnął za rękę „idziemy?”
_____________________________________________________________________
Przepraszam wszystkich tych co czytają tego bloga. Nie miałam jak dodać rodziału i niestety teraz coraz to częściej tak będzie, że będą się one pojawiać co 2-3 dni :( 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz