czwartek, 23 maja 2013

rozdział 11



„Ała, Nath to boli” wykrzyknęłam w jego stronę. Chłopak po tych słowach natychmiast mnie puścił, czując się jak sądzę, głupio. „przepraszam Ann” wydukał. „odwiozę cię do domu”. „dlaczego tak zareagowałeś? Nie szło mi po prostu powiedzieć tylko od razu mnie szarpać ?” czułam, że muszę wyjaśnić tę sytuację. „ przepraszam, naprawdę cię bardzo przepraszam, nie wiem, nie myślałem wtedy, po prostu tak instynktownie…” po czym zamilkł. „dobra, nie szkodzi, ruszajmy”.
Droga, muszę przyznać ciągła się niemiłosiernie, aczkolwiek nie było to znowu tak daleko od domu chłopaków. Może miałam takie wrażenie, ponieważ między mną a Nath’em była grobowa cisza. Tylko można było usłyszeć piosenki, które maskowały tę pustkę w aucie. Śledziłam wzrokiem mijający za oknem krajobraz, gdy nagle chłopak postanowił złamać tę niezręczną ciszę. „może jesteś głodna? Znam super knajpkę za rogiem.” Zapytał. „wiesz, chyba powinnam wrócić do domu. Jeśli chcesz, możemy zjeść coś u mnie?” zaproponowałam. „dalej jesteś na mnie zła, prawda?. Zdziwiłam się gdy zadał takie pytanie. Owszem, czułam się dziwnie, ale to nie była złość, to było coś w stylu ciekawości. Chciałam wiedzieć co nim wtedy kierowało, to nie był Nath, którego choć musze przyznać słabo znałam. Pomimo tego był inny. Nie wiem. Odpuściłam, bo to i tak nie ma sensu. „Jasne, że nie jestem na ciebie zła. Po prostu powinnam już być w domu. Tony może się martwić. Z resztą jestem ciekawa, jak jego losy się potoczyły wczorajszej nocy”. Nastała cisza. Bardzo niezręczna cisza. „ten Tony, twój chłopak, to, to jest ten co opowiadałaś mi, tak?”. Poczułam jego zakłopotanie. „tak, to właśnie on, a co ?” zapytałam. Szczerze mówiąc to byłam ciekawa co takiego miał na myśli zadając te pytanie. „nie, nic. Tak tyko pytam.” Znowu nastała cisza. Boże jak ja tego nienawidzę. Wzięłam głęboki wdech, po czym wypuściłam powietrze. Trochę głośno, ale co mi tam. Nath odwrócił głowę w moim kierunku. Popatrzał się na mnie, lecz ja udałam, że tego nie zauważyłam i w dalszym ciągu podziwiałam wygląd zza okna. Po naprawdę nie długiej chwili zajechaliśmy pod dom. Muszę przyznać, że GPS spisał się na medal, no i w sumie jestem mu wdzięczna, bo naprawdę ciężko było mi przerwać panującą w samochodzie ciszę. „jesteśmy”. Odpowiedział cicho chłopak. Z tonacji jego głosu, mogę wywnioskować, że był troszkę smutny. „dokładnie tak.” Odpowiedziałam, po czym dodałam nieśmiale. „wiesz, wiem, że powinnam cię zaprosić do środka, ale wiesz, że miałam dość szaloną noc i nie wiem czy czasem nie zastanę w domu Tony’ego, mojego chłopaka” dodałam pospiesznie. „nie chcę, żeby był zły, rozumiesz.” Popatrzałam się w jego śliczne oczka, które były skierowane wprost na mnie.” jasne, że rozumiem. Masz chłopaka i  ja to szanuję. Po prostu, jak będziesz kiedyś czegoś potrzebować to dzwoń, masz mój numer.” Po czym spuścił wzrok na kierownicę. Nie rozumiałam do końca jego zachowania. Ja miałam chłopaka. On był sam, więc mógł się zauroczyć czy cos, ale przecież nie był brzydki, a wręcz przeciwnie. I rzec mogę nawet, że nawet w moim guście. Ale nie. Stop. Ja mam chłopaka, którego kocham i któremu muszę pomóc, to jest moją myślą przewodnią. Popatrzałam chłopaka po raz ostatni po czym się grzecznie pożegnałam i pokierowałam się w kierunku mojego mieszkania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz