„Ała, Nath to boli” wykrzyknęłam w jego stronę. Chłopak
po tych słowach natychmiast mnie puścił, czując się jak sądzę, głupio.
„przepraszam Ann” wydukał. „odwiozę cię do domu”. „dlaczego tak zareagowałeś?
Nie szło mi po prostu powiedzieć tylko od razu mnie szarpać ?” czułam, że muszę
wyjaśnić tę sytuację. „ przepraszam, naprawdę cię bardzo przepraszam, nie wiem,
nie myślałem wtedy, po prostu tak instynktownie…” po czym zamilkł. „dobra, nie
szkodzi, ruszajmy”.
Droga, muszę przyznać ciągła się niemiłosiernie, aczkolwiek
nie było to znowu tak daleko od domu chłopaków. Może miałam takie wrażenie,
ponieważ między mną a Nath’em była grobowa cisza. Tylko można było usłyszeć
piosenki, które maskowały tę pustkę w aucie. Śledziłam wzrokiem mijający za
oknem krajobraz, gdy nagle chłopak postanowił złamać tę niezręczną ciszę. „może
jesteś głodna? Znam super knajpkę za rogiem.” Zapytał. „wiesz, chyba powinnam
wrócić do domu. Jeśli chcesz, możemy zjeść coś u mnie?” zaproponowałam. „dalej
jesteś na mnie zła, prawda?. Zdziwiłam się gdy zadał takie pytanie. Owszem,
czułam się dziwnie, ale to nie była złość, to było coś w stylu ciekawości.
Chciałam wiedzieć co nim wtedy kierowało, to nie był Nath, którego choć musze
przyznać słabo znałam. Pomimo tego był inny. Nie wiem. Odpuściłam, bo to i tak
nie ma sensu. „Jasne, że nie jestem na ciebie zła. Po prostu powinnam już być w
domu. Tony może się martwić. Z resztą jestem ciekawa, jak jego losy się
potoczyły wczorajszej nocy”. Nastała cisza. Bardzo niezręczna cisza. „ten Tony,
twój chłopak, to, to jest ten co opowiadałaś mi, tak?”. Poczułam jego
zakłopotanie. „tak, to właśnie on, a co ?” zapytałam. Szczerze mówiąc to byłam
ciekawa co takiego miał na myśli zadając te pytanie. „nie, nic. Tak tyko
pytam.” Znowu nastała cisza. Boże jak ja tego nienawidzę. Wzięłam głęboki
wdech, po czym wypuściłam powietrze. Trochę głośno, ale co mi tam. Nath
odwrócił głowę w moim kierunku. Popatrzał się na mnie, lecz ja udałam, że tego
nie zauważyłam i w dalszym ciągu podziwiałam wygląd zza okna. Po naprawdę nie długiej
chwili zajechaliśmy pod dom. Muszę przyznać, że GPS spisał się na medal, no i w
sumie jestem mu wdzięczna, bo naprawdę ciężko było mi przerwać panującą w
samochodzie ciszę. „jesteśmy”. Odpowiedział cicho chłopak. Z tonacji jego
głosu, mogę wywnioskować, że był troszkę smutny. „dokładnie tak.”
Odpowiedziałam, po czym dodałam nieśmiale. „wiesz, wiem, że powinnam cię
zaprosić do środka, ale wiesz, że miałam dość szaloną noc i nie wiem czy czasem
nie zastanę w domu Tony’ego, mojego chłopaka” dodałam pospiesznie. „nie chcę,
żeby był zły, rozumiesz.” Popatrzałam się w jego śliczne oczka, które były skierowane
wprost na mnie.” jasne, że rozumiem. Masz chłopaka i ja to szanuję. Po prostu, jak będziesz kiedyś
czegoś potrzebować to dzwoń, masz mój numer.” Po czym spuścił wzrok na
kierownicę. Nie rozumiałam do końca jego zachowania. Ja miałam chłopaka. On był
sam, więc mógł się zauroczyć czy cos, ale przecież nie był brzydki, a wręcz
przeciwnie. I rzec mogę nawet, że nawet w moim guście. Ale nie. Stop. Ja mam
chłopaka, którego kocham i któremu muszę pomóc, to jest moją myślą przewodnią.
Popatrzałam chłopaka po raz ostatni po czym się grzecznie pożegnałam i
pokierowałam się w kierunku mojego mieszkania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz