Zdenerwowana zachowaniem Tony’ego wstałam od stolika i
pokierowałam się w kierunku baru. A co mi tam, nawale się tak, że będzie musiał
mnie zanosić do domu. Phiii, on i zatransportowanie mnie do domu? Hahaha dobre
sobie, pomyślałam. Owszem, kiedyś to może i tak by się stało. Stop! Kiedyś to na
pewno by się tak stało. Teraz? Teraz to nawet o tym nie myślałam. Miałam to
gdzieś. Zanim wyszliśmy na tę kolację, myślałam, że to będzie wspaniały
wieczór, no i do tego niespodzianka. Myślał, że da mi jakiś prezent, może
chociaż różę, wie jak bardzo je lubię, ale nie. Tą swoją niespodzianką, powiem
szczerze popsuł mi ten wieczór. I jeszcze jego kumple. Coraz bardziej swawolni.
Nie, nie mogę z nim i NIMI wyjechać. Nie mogę zostawić tutaj pracy, domu,
Emily. Widać, że dla niego kumple stali się ważniejsi ode mnie. Ale kiedy? To
wszystko stało się tak szybko. Na samą myśl o przyszłości, po policzkach
pociekły mi łzy. Obróciłam się za siebie, żeby zobaczyć, co dzieje się z Tony’m.
Co zobaczyłam? Że świetnie się bawi beze mnie, w towarzystwie swoich kumpli.
Widocznie mu się znudziłam. Naglę poczułam rękę na swoim ramieniu.
Przestraszona i otumaniona troszkę( chyba alkohol dawał mi się już we znaki)
odskoczyłam, odwracając przy tym gwałtownie głowę w kierunku tajemniczego
osobnika. „hej, spokojnie, nie zrobię ci przecież krzywdy”, troszkę ochrypły,
ale jaki seksowny głos napłynął do mych uszu. Nie odpowiedziałam. Zamiast tego wpatrywałam
się w jego niebiesko-zielone oczka, próbując sobie przypomnieć skąd ja je znam.
Przyglądaliśmy się sobie nawzajem przez pewien czas. Nie wiem. Nie mogłam sobie
przypomnieć. Postanowiłam więc dać sobie spokój i nie zaprzątać swych myśli
poprzez kolejne, a wystarczająco ich dziś miałam, odwróciłam się w kierunku
barmana, zamawiając kolejny drink. Gdy już go otrzymałam, bez namysłu, jednych
susem opróżniłam szklankę. Poczułam, że tajemniczy osobnik siada obok mnie na
stołku. „ widzę, że ktoś tutaj ma zły dzień” odparł. „nie twój interes, nie
rozmawiam z nieznajomymi”. Odparłam, troszkę gniewnie. „i w dodatku zły
humorek. No nieźle”. Nie chciało mi się nawet odpowiadać. Po co? Zamiast tego
znów odwróciłam się w kierunku barmana i poprosiłam o dobrze znany mi drink. „hej, ty naprawdę mnie nie pamiętasz, prawda? Zapytał
niepewnie. „a powinnam?”, „ przecież to ja, Nathan…poznaliśmy się w barze…wtedy,
jak byłaś ze swoimi przyjaciółmi”, na sam wyraz przyjaciółmi zrobiło mi się
dobrze. Ja i ich przyjaciółka? To chyba jakiś żart”. Popatrzałam tylko na
chłopaka, po czym wybiegłam przed budynek. Coś mi się zdaję, że dzisiejszej
nocy przesadziłam z alkoholem. Może to zabrzmi dziwnie i głupio, ale nigdy,
przenigdy nie wymiotowałam po alkoholu. Widzisz Tony do czego ty mnie
doprowadzasz. Wyżaliłam się w duchu. Zwracając w szybkim tempie wszystko co
dzisiejszego dnia zjadłam, usłyszałam szybkie kroki w moim kierunku i rękę
która przytrzymywała mi włosy. Trwało z dobre 10 minut, a gdy już się opanowałam,
wytarłam usta w chusteczkę po czym osunęłam się o ścianę. Emocje puściły.
Zaczęłam płakać. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego w tak szybkim tempie,
zamienił mnie na kumpli. Poczułam dotyk. Tak bardzo chciałam, żeby był to Tony.
Podniosłam wzrok, po czym mym oczom ukazała się postura chłopaka z baru.
Nathana. „hej, ciii, już dobrze, wszystko będzie dobrze, rozumiesz?”
odpowiedział, takim cudownie miłym głosem. „nie będzie, nic już nie będzie
takie samo. Jestem do niczego.” Po czym zakryłam swą twarz w dłoniach
szlochając. „uspokój się, nie jesteś wcale do niczego. Muszę przyznać,
przesadziłaś troszkę z alkoholem, ale każdemu się to zdarza, nie chciałabyś
widzieć Jay’a jak przedawkuje” zaśmiał się. „kogo?” podniosłam głowę. „ Jay’a,
mojego kumpla.” Nic nie odpowiedziałam. „ dlaczego jesteś w klubie sama i
zatapiasz smutki w alkoholu?” zapytał ostrożnie chłopak. „sama? Nie, ja jestem,
a raczej byłam tam z moim chłopakiem i jego przyjaciółmi, których woli
widoczniej bardziej niż mnie” znów się rozpłakałam. „ nie wierzę, że taka super
dziewczyna jak ty płacze z powodu jakiegoś tępego kolesia, który nie potrafi
docenić tego co ma, a już na pewno, że woli swoich kumpli os ciebie” dodał. „aha,
czyli mi nie wierzysz, myślisz, że zmyślam, tak? Próbowałam wstać, lecz
utrzymujący się w mych żyłach alkohol i do tego zmęczony wymiotowaniem organizm
uniemożliwił mi to. „uważaj, bo się przewrócisz” podwyższonym głosem
zaalarmował chłopak. „ to nie jest tak, że ci nie wierzę, ale nie mieści mi się
to w głowie.”, „ mnie tak samo, ale coż takie jest życie, a teraz po 2 latach
związku woli ich bardziej niż mnie i do tego chce żebym wyjechała z nim w
nieznane”. Miałam ochotę się komuś wyżalić. Nie było nigdzie w pobliżu Emily,
więc padło na Nathana. Nie potrafię stwierdzić dlaczego, ale ufałam mu. Wydawał
się taki czuły wiarygodny. Nie wiem ile siedzieliśmy przed pubem, ale
opowiedziałam mu wszystko o sobie, czując, że z mego serca kruszy się kamień. „zaprowadzić
cię do domu?” zapytał Nath. „ z przyjemnością” odpowiedziałam.
________________________________________________________________________________
zaczyna się rozkręcać :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz