sobota, 11 maja 2013

rozdział 6



Wróciłam do domu kompletnie załamana. Okej, mieliśmy wcześniej sprzeczki, po których były „ciche dni”, ale teraz miałam dziwne przeczucie, że to się źle skończy. Tony od zawsze był osobą porywczą, niestroniącą od imprez i tego typu rzeczy, ale przy mnie zazwyczaj potrafił się opanować. On mnie kocha! Musze przestać myśleć o głupotach. Zabrałam gorący prysznic, pozwalając by strumień przyjemnej cieczy spływał z mego ciała, obmywając mnie jednocześnie z wszelkich negatywnych emocji doświadczonych dnia dzisiejszego i nie tylko. Następnie powędrowałam do łóżka, zamykając po drodze drzwi na zatrzask. Spojrzałam na zegarek. 2:14. Pomyślałam, ze  Tony na pewno nie będzie dziś nocował u mnie, bo do tego czasu powinien się już zjawić. Nie zastanawiając się dłużej nad tym położyłam się w wygodnym łóżku i pozwoliłam by przy me ciało po odprężającym prysznicu się wyluzowało. Nie musiałam długo czekać, gdyż momentalnie odpłynęłam w krainę snu.
Z błogiej nieświadomości wyrwał mnie głośny stukot w drzwi. Moje drzwi? Zapytałam w duchu samą siebie nie będąc pewna czy dalej śnię. Spojrzałam na zegarek. 4:32. Co do cholery !? Wypełzłam niepewnie spod kołdry nie wiedząc kogo mam się spodziewać. W duchu prosiłam Boga by był to Tony. Jak się po chwili okazało, faktycznie był to Tony…z grupką znajomych, których pierwszy raz widziałam na oczy. „Co ty tutaj do cholery robisz?...z nimi?” zapytałam ostrym głosem. Nie byłam zadowolona z tego faktu i nie miałam zamiary tego ukrywać. Wystarczająco już mi dziś nerwów zszargał i widocznie w dalszym ciągu jest mu mało. Co za człowiek. „ Jak to co? Przyszedłem do mojej najukochańszej dziewczyny!” po tych słowach pochylił się i wyraźnie miał mnie zamiar pocałować, lecz ja zwinnie odparłam jego atak poprzez odwrócenie twarzy w bok. Chłopak spojrzał zdezorientowany. Widać było, że był zaskoczony zastałą sytuacją. Mnie to jakoś specjalnie nie przejęło, a wręcz przeciwnie, zaśmiałam się w duchu. „kotku, możemy wejść?” zapytał cichutko. „nie jestem pewna czy mam ochotę cię dziś widzieć, a co dopiero z tobą rozmawiać.” Odparłam sucho. „proszę cię, wiesz, że nie mogę ich zabrać do siebie. Rodzice by mnie zabili. Proszę”. Zrobił minę jak kotek ze Shreka. „Aha, to ze do domu ich nie możesz zabrać, to postanowiłeś ich sprowadzić tutaj? Boże czy ty się w ogóle słyszysz ? Idź stąd lepiej jak najszybciej pókim cię jeszcze stąd nie wywaliła.” Wypowiadając te słowa chwyciłam za klamkę, lecz ten, silniejszy ode mnie przytrzymał drzwi i spojrzał na mnie wzrokiem przepełnionym pogardą. Muszę przyznać, że takiego czegoś po nim bym się nie spodziewała. Nie wiedziałam co z nim jest nie tak. Dlaczego od przyjazdu jego tajemniczych przyjaciół, tak bardzo się zmienił? Najbardziej jednak bolało mnie to w jaki sposób zachowywał się w stosunku do mnie. Zawsze był miły, pomocny, romantyczny. Dla mnie ideał, a teraz…Zamknęłam drzwi. Kierując się na górę, prostu do swojej sypialni, słyszałam głosy, a nawet momentami krzyki pod moim domem. Tak bardzo chciałam, żeby ten dzień się już skończył. Tak bardzo chciałabym, żeby wszystko  wróciło do normy, do takiego stanu jaki  był wcześniej. Wiem, że ludzie ciągle się zmieniają, ale miałam nadzieję, że w moim życiu już dość podobnych rzeczy się wydarzyło. Najpierw choroba matki, później jej śmierć. Tata z rozpaczy strasznie się zmienił i wyjechał do Bristolu, gdzie znalazł świetną pracę…i nie tylko. Nie mogę mieć do niego jednak o nic pretensji, gdyż chciał żeby z nim pojechała. Twierdził, że dobrze mi to zrobi. Ja jednak musiałam odmówić, miałam tutaj ostatni rok praktyk, no i poznałam wtedy Tony’ego, w którym zakochałam się po uszy. To wtedy w najgorszym momencie mojego życia mogłam na niego liczyć. Był dla mnie ostoją, ramieniem, w którym mogłam utopić swe łzy. Zawsze mnie wspierał na każdym kroku dawał mi odczuć, że nie jestem w tym mieście sama, że wspólnie pokonamy każdy problem. Wtedy przekonałam się, że jest to facet idealny. Idealny dla mnie. A teraz ? Wiem, że pod wpływem głupich incydentów, które mogły być tylko jednorazowe, nie mogę go skreślać, muszę być przy nim, cokolwiek się z nim dobrego czy niedobrego dzieje. Jestem mu to przecież winna. On, chociaż byłam totalnie załamana zastaną i szybko zmieniającą się sytuacja w moim życiu pozostał u mego boku i wspierał jak tylko mógł, a wiadomo, że mężczyźni mają swój indywidualny, dobry na własny sposób system pocieszania. Jego był stworzony i dopasowany do mnie, dla tego teraz gdy on gubi się we własnym życiu, ja mu pomogę. Muszę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz