niedziela, 12 maja 2013

rozdział 7



Praca. Tak bardzo nie chce mi się tutaj siedzieć. Dziś jak mało kiedy tłumy zawitały do biblioteki, wiec poprzekładane z miejsca na miejsce książki porozwalane, miotały się na regałach. Wiem, powinnam się wściec, lecz mnie to nawet odpowiadało. Przynajmniej mogłam poświęcić ten bezradny czas na robienie porządków niż na rozmyślaniach na temat wczorajszego, niezbyt udanego dnia. Hmm, może powinnam być cicho i skończyć krakać, bo gdy tylko wypowiedziałam te słowa w myślach, mym oczom ukazała się postura wysokiego i przystojnego chłopaka, Tony’ego. Poczułam ja me serce zaczyna mocniej bić, tak choćby zaraz miało mi wyskoczyć z klatki piersiowej i upaść na podłodze gdzie wiłoby się niczym wąż. „Cześć Ann, nie przeszkadzam? Zapytał cicho. „jak widzisz, jestem w pracy.” Odparłam szorstko. Nie chciałam się z nim kłócić. Widziałam przecież, że jest mu przykro z wczorajszej sytuacji, więc po chwili dodałam „Ale myślę, że znajdę chwilkę, żebyśmy mogli porozmawiać. Poczekaj, powiem tylko Emily żeby jak coś mnie zastąpiła” po czym wyszłam na magazyn, gdzie zauważyłam krzątającą się między półkami dziewczynę. Oczywiście jakby inaczej, zgodziła się. Nie miała innego wyjścia przecież. Co jak co, ale na nią zawsze mogłam liczyć. Znamy się praktycznie od klasy podstawowej i od tego czasu nie opuszczam siebie na krok. Jesteśmy tak jakby siostrami. Kocham ją i ufam. Myślę, że ona myśli i czuje to samo, więc jak tylko dowiedziała się o problemach między mną, a Tony’m próbowała załagodzić konflikt i wyjaśnić mi parę spraw. Teraz, jak tylko dowiedziała się o przyjściu chłopaka do mnie, od razu się zgodziła. Jestem jej bardzo wdzięczna i ona dobrze o tym wie. Gdy tylko opuściłam magazyn, złapałam chłopaka za rękę i zaprowadziłam do szatni, gdzie w spokoju mogliśmy porozmawiać.
„Ann, bo widzisz, ja chciałem cię bardzo przeprosić. Nie powinienem był się zachowywać w taki sposób jak wcześniej, a tym bardziej tak jak wczoraj. Naprawdę przepraszam’ po czym zza pleców wyciągnął bukiet pięknych czerwonych róż. Wiedział, że są to moje ulubione. Poczułam ulgę. Nic nie mówiąc wtuliłam się w niego, czując jak jego ręce wędrują ku moim biodrom. Staliśmy tak wtuleni przez dobre parę minut. „ Tony, muszę już iść, pan Fitzgerald będzie zły jak przyjedzie, a mnie nigdzie nie będzie mógł zastać.”, „ Jasne, rozumiem. Mam jeszcze jedno pytanie. Może, tak w ramach przeprosin i w ogóle, dałabyś się zaprosić na kolację, dziś, do restauracji?” Wlepił we mnie swój wzrok i czekał wytrwale na odpowiedz z mojej strony. Postanowiłam troszeczkę potrzymać go w niepewności, lecz widząc, że zaczyna się denerwować, roześmiałam się i oczywiście zgodziłam. Muszę przyznać, że tym mi zaimponował.  Tony poszedł, a ja wróciłam do pracy prosząc, by czas szybciej zleciał i móc spędzić wspaniały wieczór w towarzystwie kochanego chłopaka.
Stojąc przy szafie wypchanej wręcz ciuchami, zastanawiałam się w co powinnam się ubrać? W końcu postawiłam na miętową sukienkę przed kolano z śliczną kokardką wyciętą na plecach, do tego nude szpileczki z otwartym palcem i kokardką. Następne wyzwanie…co z włosami. Chciałam wyglądać ślicznie, ale bez przesady. To tylko kolacja, nie jakiś bankiet, na którym byłaby Królowa Anglii. Postanowiłam więc spiąć je w luźny kucyk na bok i końcówki lekko pokręcić. Gdy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze musiałam przyznać, że choć nie jestem zadufana w sobie, wyglądałam świetnie. Tony’emu na pewno się to spodoba. W tym momencie usłyszałam dzwonek. To pewnie on, po czym pobiegłam otworzyć mu drzwi. Ku mojemu zdziwieniu, nie wyróżniał się zbytnio ubiorem. Wyglądał jak zwykle, biała koszulka, czarne jeansy i do tego szare conversy. Gdy tylko przekroczył próg mieszkania usiadł na kanapie. Albo coś przede mną ukrywa, albo coś najwidoczniej przeoczyłam. „wszystko w porządku?” zapytałam. „pamiętasz, mieliśmy…” nie zdążyłam dokończyć zdania, gdyż chłopak wstał z miejsca gdzie siedział i złapał mnie mocno w pasie po czym pocałował. „tak wiem, restauracja…stolik już czeka.” Uśmiechnął się zawadiacko. „ później mam dla ciebie niespodziankę” szepnął mi na ucho po czym na dźwięk jego głosu przeszedł mnie dreszcz. Cóż to kiego to mogło być ? Różne opcje przychodziły mi na myśl, ale znając wyobraźnię Tony’ego żadna z nich nie będzie tą poprawną. „jaką niespodziankę? Wiesz, że je uwielbiam! „ zrobiłam maślane oczka. „dobrze wiesz, że ci nie powiem, chodź, bo się spóźnimy i tyle będzie i po kolacji i po tajemniczej niespodziance” po czym złapał mnie za rękę i wyszliśmy na kolacje. Zastanawiało mnie tylko jedno. Dlaczego jest tak a nie inaczej ubrany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz