czwartek, 6 czerwca 2013

rozdział 13



„przyznaj się, masz tutaj kogoś?” odezwał się z oburzeniem i wyrzutem w głosie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Przecież dobrze wiedział, że go kocham, że każdy swój wolny czas chce spędzać z nim, a to, że on woli go spędzać ze swoimi kumplami to przecież nie mój problem. „ że co proszę?” odezwałam się z jeszcze większym oburzeniem niż on zrobił to przed chwilą. „to co słyszałaś ! „ wykrzyknął, po czym złapał mnie mocno za rękę. Poczułam pulsujący ból w tym miejscu, który przeszywał moje ciało. „Auuuć, to boli, puszczaj” wykrzyknęłam starając się uwolnić od jego zabójczego uścisku. „dobrze wiesz, że cię kocham i każdą chwilę chcę spędzać z tobą, za to ty wolisz go spędzać z kumplami”. Cisza. „Ty głupia wariatko, nawet nie masz pojęcia co gadasz. Musiałem się z nimi trzymać by móc zarobić na nas. Na naszą przyszłość a ty? A ty masz to gdzieś i  chcesz pozostać na wieczność w tej dziurze.” To zabolało. Zaczęliśmy się kłócić jak nigdy dotąd. Wszystko mu wygranęłam, wszystko to co kumulowało się we mnie od miesięcy, wszystko to co mi się nie podobało. Teraz miałam to gdzieś. Teraz albo nigdy, taką miałam myśl w głowie. Oczywiście Tony nie dawał za wygraną. W przeciwieństwie do niego, ja gadałam prawdę i on dobrze o tym wiedział. W pewnym momencie ujrzałam złość tak zgromadzoną w jego twarzy, że się przestraszyłam. Niestety za późno. Poczułam falę bólu przepływającą przez mą twarz. TONY MNIE UDERZYŁ. Zaczęłam szlochać. Myślałam, że to go opamięta, lecz ten wpadł w furię. Zaczął mnie wyzywać od najgorszych wyzwisk, na które w życiu nie zasłużyłam. Chciałam opuścić samochód, lecz ten znów mnie przytrzymał. Bałam się jak nigdy dotąd i to w dodatku faceta, którego myślałam. Krzyczałam. W pewnym momencie uderzyłam go w twarz, ten natomiast zaskoczony moja defensywą złapał się za twarz. Wykorzystałam ten moment i otworzyłam drzwi auta. Wybiegłam na ulicę i nawet nie wiedząc gdzie, zaczęłam biec. Biec ile tylko miałam sił. Zapłakana i pobita. Ludzie się za mną oglądali, lecz mnie to nie obchodziło co sobie pomyślą. Dla mnie liczyło się tylko to żeby uciec od Tony’ego. Jak najdalej. Obróciłam się za siebie. Nie było go tam. Nigdzie go nie było. „udało mi się?” pomyślałam. Dla pewności obróciłam się raz jeszcze, gdy nagle coś pchnęło mnie prosto na ziemię. Musiałam na kogoś wpaść. Podniosłam głowę i ujrzałam postawę wysokiego mężczyzny  burzą blond loków. Nawet go nie poznałam, gdyż mój umysł był jeszcze nastawiony na tryb ucieczki. Podał mi rękę żebym mogła wstać. Widząc posiniaczone ręce, krew z nosa i rozciętą wargę, mogłam zauważyć, że mój widok go zaniepokoił. „Ann, dziewczyno, co ci się stało? Jak ty wyglądasz? Kto ci to zrobił?” zaczął bombardować mnie tysiącem pytań na raz. „chcę stąd iść, jak najszybciej, on tu zaraz pewnie będzie” przestraszona, przez łzy, wydukałam w stronę chłopaka. „dobrze, wsiadaj, zaparkowałem tutaj, zaraz cię stąd zabiorę, ale opowiesz mi co się stało okej ?” zapytał nieśmiało. Ja tylko przytaknęłam i czym prędzej wsiadłam do samochodu. Teraz już wiem, to był Jay. Kolega Nath’a. „to jak, powiesz mi co się stało i kto cię doprowadził do takiego stanu?” powiedział cicho, spokojnym i pełnym troski głosem. „Najpierw musisz mi przyrzec, że nic nie wspomnisz o tym Nath’owi. On o niczym nie może wiedzieć. Zrozumiano? Zapytałam. Nie mogłam pozwolić, by Nath o czymkolwiek   się dowiedział. Pewnie zabrałby sprawy w swoje ręce i po co ma mu się stać krzywda? Teraz już wiem, że  stary Tony nie istnieje. Teraz jest nowy. Nieobliczalny Tony. „ jak sobie życzysz. „ odpowiedział. Nastała cisza.  Gdy chłopak wysłuchał w milczeniu mojej historii, widziałam jak zaciśnął pięści. „Jeszcze  tylko tego brakowało.” Pomyślałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz