„przyznaj się, masz tutaj kogoś?” odezwał się z
oburzeniem i wyrzutem w głosie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Przecież dobrze
wiedział, że go kocham, że każdy swój wolny czas chce spędzać z nim, a to, że
on woli go spędzać ze swoimi kumplami to przecież nie mój problem. „ że co
proszę?” odezwałam się z jeszcze większym oburzeniem niż on zrobił to przed
chwilą. „to co słyszałaś ! „ wykrzyknął, po czym złapał mnie mocno za rękę.
Poczułam pulsujący ból w tym miejscu, który przeszywał moje ciało. „Auuuć, to
boli, puszczaj” wykrzyknęłam starając się uwolnić od jego zabójczego uścisku.
„dobrze wiesz, że cię kocham i każdą chwilę chcę spędzać z tobą, za to ty
wolisz go spędzać z kumplami”. Cisza. „Ty głupia wariatko, nawet nie masz
pojęcia co gadasz. Musiałem się z nimi trzymać by móc zarobić na nas. Na naszą przyszłość
a ty? A ty masz to gdzieś i chcesz
pozostać na wieczność w tej dziurze.” To zabolało. Zaczęliśmy się kłócić jak
nigdy dotąd. Wszystko mu wygranęłam, wszystko to co kumulowało się we mnie od
miesięcy, wszystko to co mi się nie podobało. Teraz miałam to gdzieś. Teraz
albo nigdy, taką miałam myśl w głowie. Oczywiście Tony nie dawał za wygraną. W
przeciwieństwie do niego, ja gadałam prawdę i on dobrze o tym wiedział. W
pewnym momencie ujrzałam złość tak zgromadzoną w jego twarzy, że się
przestraszyłam. Niestety za późno. Poczułam falę bólu przepływającą przez mą
twarz. TONY MNIE UDERZYŁ. Zaczęłam szlochać. Myślałam, że to go opamięta, lecz
ten wpadł w furię. Zaczął mnie wyzywać od najgorszych wyzwisk, na które w życiu
nie zasłużyłam. Chciałam opuścić samochód, lecz ten znów mnie przytrzymał.
Bałam się jak nigdy dotąd i to w dodatku faceta, którego myślałam. Krzyczałam.
W pewnym momencie uderzyłam go w twarz, ten natomiast zaskoczony moja defensywą
złapał się za twarz. Wykorzystałam ten moment i otworzyłam drzwi auta.
Wybiegłam na ulicę i nawet nie wiedząc gdzie, zaczęłam biec. Biec ile tylko
miałam sił. Zapłakana i pobita. Ludzie się za mną oglądali, lecz mnie to nie
obchodziło co sobie pomyślą. Dla mnie liczyło się tylko to żeby uciec od
Tony’ego. Jak najdalej. Obróciłam się za siebie. Nie było go tam. Nigdzie go
nie było. „udało mi się?” pomyślałam. Dla pewności obróciłam się raz jeszcze,
gdy nagle coś pchnęło mnie prosto na ziemię. Musiałam na kogoś wpaść.
Podniosłam głowę i ujrzałam postawę wysokiego mężczyzny burzą blond loków. Nawet go nie poznałam,
gdyż mój umysł był jeszcze nastawiony na tryb ucieczki. Podał mi rękę żebym
mogła wstać. Widząc posiniaczone ręce, krew z nosa i rozciętą wargę, mogłam
zauważyć, że mój widok go zaniepokoił. „Ann, dziewczyno, co ci się stało? Jak
ty wyglądasz? Kto ci to zrobił?” zaczął bombardować mnie tysiącem pytań na raz.
„chcę stąd iść, jak najszybciej, on tu zaraz pewnie będzie” przestraszona,
przez łzy, wydukałam w stronę chłopaka. „dobrze, wsiadaj, zaparkowałem tutaj,
zaraz cię stąd zabiorę, ale opowiesz mi co się stało okej ?” zapytał nieśmiało.
Ja tylko przytaknęłam i czym prędzej wsiadłam do samochodu. Teraz już wiem, to
był Jay. Kolega Nath’a. „to jak, powiesz mi co się stało i kto cię doprowadził
do takiego stanu?” powiedział cicho, spokojnym i pełnym troski głosem.
„Najpierw musisz mi przyrzec, że nic nie wspomnisz o tym Nath’owi. On o niczym
nie może wiedzieć. Zrozumiano? Zapytałam. Nie mogłam pozwolić, by Nath o
czymkolwiek się dowiedział. Pewnie
zabrałby sprawy w swoje ręce i po co ma mu się stać krzywda? Teraz już wiem,
że stary Tony nie istnieje. Teraz jest
nowy. Nieobliczalny Tony. „ jak sobie życzysz. „ odpowiedział. Nastała cisza. Gdy chłopak wysłuchał w milczeniu mojej
historii, widziałam jak zaciśnął pięści. „Jeszcze tylko tego brakowało.” Pomyślałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz