piątek, 31 maja 2013

rozdział 12



Od mojego ostatniego spotkania z Nath’em minęło jakieś..hmm… jakieś 2 tygodnie. Ciągle się wykręcał tłumacząc, że ma teraz straszną harówkę w pracy. Pytałam go kilkakrotnie co to jest za niesamowita praca skoro za każdym razem, kiedy chcę się z nim spotkać, a biorę pod uwagę również niedziele, bo jak wiadomo również mam prace. (Nudna biblioteka. Ahh.), to spławiał mnie, że wystarczająco męcząca i kiedyś sama to odkryje, a nawet jest zaskoczony, że jeszcze tego nie dokonałam. Nie powiem, dało mi to troszkę do myślenia, no ale nie wiedziałam, którego tropu się chwycić, więc pozostawiłam to tak jak jest.  Oczywiście pomimo tego utrzymujemy ze sobą stały kontakt . Wiadomo, sms no i  nocne rozmowy. Oczywiście kiedy Tony nie spał u mnie. Bardzo by się wkurzył. Teraz to już w ogólnie nie przypomina tego człowieka, którego obdarzyłam uczuciem przeszło 2 lata temu. Chodzi poddenerwowany, nie sypia u mnie tak często jak to było kiedyś, jeżeli chcę się z nim spotkać, tłumaczy, że nie ma czasu. Jednak to co najbardziej mnie niepokoi to, to że ostatnio, bez jakiejkolwiek przyczyny zaczął na mnie wrzeszczeć. Oczywiście, podczas kłótni zazwyczaj na siebie krzyczeliśmy, bo kto na tym świecie jest idealny? Nikt. To oczywiste. Ale on zachowywał się jak naprawdę nie byłby sobą. Myślałam, że to tylko chwilowe, że jak jego koledzy wyjadą, to on powróci do bycia taką osobą jaką był wcześniej. Normalną i kochającą. Nie raz zdarzyło mi się przepłakać noce, ale to jak teraz się okazuje był tylko i wyłącznie początek tego co miało później nastąpić.
Pewnego dnia, gdy wracałam akurat z biblioteki, spotkałam Nath’a. Nalegał byśmy porozmawiali, bo ma dla mnie bardzo ważną wiadomość. Niestety naprawdę spieszyłam się do domu, bo obiecałam Tony’emu, że wrócę dzisiaj wcześniej i pojedziemy znajomych z lotniska. Nie dało się nie zauważyć jego rozczarowania, pomimo tego, że i tak nie widywaliśmy się zbyt często. Z jednej strony to chciałam się na nim troszeczkę odgryźć za to, że to on wiecznie nie miał dla mnie czasu pomimo moich starań, a teraz gdy nagle on czegoś zapotrzebował to zaraz musi wszystko wypalić i w ogóle. Jednak ja tak nie potrafię. „Nath, ja wiem, że skoro mówisz, że to ważna sprawa to faktycznie taka ona jest, ale wybacz dziś nie dam rady. Muszę odebrać znajomych z lotniska. Dziś przylatują i nas poprosili, a wiesz głupio odmówić. Nawet wcześniej się dziś z pracy wyrwałam.” Skwitowałam chłopaka. „Ale to zajmie ci góra 5 min. Obiecuje.” Miałam się już zgodzić, gdy w pewnym momencie podjechało czarne Audi. Oczywiście rozpoznaje ten samochód. To Tony. Spojrzałam w jego kierunku. Ten zatitał klaksonem po czym otworzył drzwi, wysiadł i pokierował się w naszym kierunku. „cześć bejbe, nie miałaś się czasem wcześniej zerwać z pracy?” powiedział to takim groźnym wzrokiem. Nastała cisza. Popatrzałam na Nath’a, wykonałam przepraszający wyraz twarzy i odeszłam z chłopakiem. Gdy się obróciłam i wsiadłam do auta, zobaczyłam tylko smutną minę chłopaka. Było mi go żal, nawet nie mogłam się z nim pożegnać, bo gdyby Ton się skapnął, że się znamy i to dobrze, byłby zły, a na kolejną kłótnie nie mam ochoty. „Kto to był za chłoptaś?” przerwał ciszę. „znajomy, nikt ważny” odpowiedziałam cicho. „To dobrze, bo jak co, dostanie nauczkę, żeby do zajętych lasek nie zarywać”. Nie odezwałam się. Wolałam to po prostu przemilczeć. Naprawdę go nie poznawałam. Zawsze potrafił zrozumieć, że mam również kolegów. „Za 3 dni wylatujemy”. Wypowiedział te słowa tak spokojnie jakby były one oczywiste. Jakby były formalnością, coś na co się zgodziłam i tylko teraz pozostało na to czekać i odliczać dni. Dla mnie to były słowa jakby kary. Tyle razy mu tłumaczyłam, że nie chcę zostawiać tutaj Emily, pracy, znajomych no i…Nathana. Za dużo wspomnień mam z tym miastem z resztą ja nie jestem jeszcze gotowa żeby z nim zamieszkać. Nie po tym wszystkim co się teraz dzieje. Tam będą jego kumple, a moi…a moi pozostaną tutaj. „myślałam, że ten chory pomysł już wyparował ci z głowy”. Odpowiedziałam. Nastała chwila ciszy. Tony zatrzymał pojazd na poboczu po czym zwrócił się w moją stronę. „Dlaczego się upierasz? Czy nie tego chciałaś? Wspólnego życia ze mną? W naszym własnym domu?”. Jego oczy skierowane były na moje. Nie wiedziałam za bardzo co odpowiedzieć. Przygryzłam lekko wargę po czym w końcu po chwili namysłu przemówiłam „tak, oczywiście, że chciałam, ale nie możesz robić tego znienacka. Przecież ja się tutaj wychowałam, tutaj mam przyjaciół i tutaj mam pracę. Dlaczego chcesz mi to teraz odebrać. Powinniśmy razem decydować się na tak poważne zmiany w naszym życiu jak przeprowadzka, a tym bardziej tak daleko”. Znowu nastała cisza. Widziałam jak w jego oczach zbiera się gniew. „No super, teraz to się zacznie kolejna wojna” pomyślałam.

czwartek, 23 maja 2013

rozdział 11



„Ała, Nath to boli” wykrzyknęłam w jego stronę. Chłopak po tych słowach natychmiast mnie puścił, czując się jak sądzę, głupio. „przepraszam Ann” wydukał. „odwiozę cię do domu”. „dlaczego tak zareagowałeś? Nie szło mi po prostu powiedzieć tylko od razu mnie szarpać ?” czułam, że muszę wyjaśnić tę sytuację. „ przepraszam, naprawdę cię bardzo przepraszam, nie wiem, nie myślałem wtedy, po prostu tak instynktownie…” po czym zamilkł. „dobra, nie szkodzi, ruszajmy”.
Droga, muszę przyznać ciągła się niemiłosiernie, aczkolwiek nie było to znowu tak daleko od domu chłopaków. Może miałam takie wrażenie, ponieważ między mną a Nath’em była grobowa cisza. Tylko można było usłyszeć piosenki, które maskowały tę pustkę w aucie. Śledziłam wzrokiem mijający za oknem krajobraz, gdy nagle chłopak postanowił złamać tę niezręczną ciszę. „może jesteś głodna? Znam super knajpkę za rogiem.” Zapytał. „wiesz, chyba powinnam wrócić do domu. Jeśli chcesz, możemy zjeść coś u mnie?” zaproponowałam. „dalej jesteś na mnie zła, prawda?. Zdziwiłam się gdy zadał takie pytanie. Owszem, czułam się dziwnie, ale to nie była złość, to było coś w stylu ciekawości. Chciałam wiedzieć co nim wtedy kierowało, to nie był Nath, którego choć musze przyznać słabo znałam. Pomimo tego był inny. Nie wiem. Odpuściłam, bo to i tak nie ma sensu. „Jasne, że nie jestem na ciebie zła. Po prostu powinnam już być w domu. Tony może się martwić. Z resztą jestem ciekawa, jak jego losy się potoczyły wczorajszej nocy”. Nastała cisza. Bardzo niezręczna cisza. „ten Tony, twój chłopak, to, to jest ten co opowiadałaś mi, tak?”. Poczułam jego zakłopotanie. „tak, to właśnie on, a co ?” zapytałam. Szczerze mówiąc to byłam ciekawa co takiego miał na myśli zadając te pytanie. „nie, nic. Tak tyko pytam.” Znowu nastała cisza. Boże jak ja tego nienawidzę. Wzięłam głęboki wdech, po czym wypuściłam powietrze. Trochę głośno, ale co mi tam. Nath odwrócił głowę w moim kierunku. Popatrzał się na mnie, lecz ja udałam, że tego nie zauważyłam i w dalszym ciągu podziwiałam wygląd zza okna. Po naprawdę nie długiej chwili zajechaliśmy pod dom. Muszę przyznać, że GPS spisał się na medal, no i w sumie jestem mu wdzięczna, bo naprawdę ciężko było mi przerwać panującą w samochodzie ciszę. „jesteśmy”. Odpowiedział cicho chłopak. Z tonacji jego głosu, mogę wywnioskować, że był troszkę smutny. „dokładnie tak.” Odpowiedziałam, po czym dodałam nieśmiale. „wiesz, wiem, że powinnam cię zaprosić do środka, ale wiesz, że miałam dość szaloną noc i nie wiem czy czasem nie zastanę w domu Tony’ego, mojego chłopaka” dodałam pospiesznie. „nie chcę, żeby był zły, rozumiesz.” Popatrzałam się w jego śliczne oczka, które były skierowane wprost na mnie.” jasne, że rozumiem. Masz chłopaka i  ja to szanuję. Po prostu, jak będziesz kiedyś czegoś potrzebować to dzwoń, masz mój numer.” Po czym spuścił wzrok na kierownicę. Nie rozumiałam do końca jego zachowania. Ja miałam chłopaka. On był sam, więc mógł się zauroczyć czy cos, ale przecież nie był brzydki, a wręcz przeciwnie. I rzec mogę nawet, że nawet w moim guście. Ale nie. Stop. Ja mam chłopaka, którego kocham i któremu muszę pomóc, to jest moją myślą przewodnią. Popatrzałam chłopaka po raz ostatni po czym się grzecznie pożegnałam i pokierowałam się w kierunku mojego mieszkania.

niedziela, 19 maja 2013

rozdział 10



Rano, obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Przez moment nie mogłam sobie przypomnieć, dlaczego czuję się tak okropnie, natomiast po chwili przypomniało mi się, że miałam świętować z Tony’m…w restauracji. Odeszłam od stolika, totalnie wkurzona i potem…film się urywa. Podniosłam się, w dalszym ciągu leżąc w łóżku, rozglądnęłam się. Hola hola…Ja nie jestem u siebie. Moje serce zaczęło szybciej bić. Co ja do cholery tutaj robię?! Boże, to na pewno nie pokój Tony’ego, a co dopiero mój. Obróciłam się w bok. Nikogo tam nie było. Bałam się. A co jeśli ktoś wykorzystał sytuacje i upitą do nieprzytomności porwał i…w tym momencie spojrzałam na siebie. Nie. Byłam ubrana tak jak wyszłam z domu. Złapałam się z głowę. Muszę iść. Szybko muszę iść. Poszukałam swojej torebki i łapiąc ją szybko wybiegłam z pokoju. Usłyszałam, że ktoś krząta się w kuchni. Moje serce znów zaczęło bić. W głowie miałam tylko i wyłącznie jedną myśl : MUSZE SIĘ STĄD WYDOSTAĆ…ŻYWA! Po cichutku zaczęłam się skradać po schodach. Teraz to ja czułam się jak jakiś złodziej, który zdobył łupy i teraz próbuje się z nimi wydostać. Jeden krok, drugi, trzeci…Gdy już miałam otwierać frontowe drzwi i w końcu opuścić nieznane mi miejsce, ktoś złapał mnie za rękę.” A ty gdzie się wybierasz, śniadanie co prawda nie jest jeszcze gotowe, ale za jakieś dobre 5 min obiecuję, że będzie”. Na dźwięk jego głosu aż podskoczyłam. Obróciłam się w powoli w jego kierunku i ujrzałam wysokiego, niebieskookiego chłopaka z burzą loków na głowie. Jego uśmiech był ciepły, pełen dobroci. Nie! Stój! To przecież może być jakaś podpucha. Ty go nie znasz. Moje myśli zaczęły się bić. „ja, ja myślę, że powinnam już pójść. Nie czuję się świetnie, do tego…” nie zdążyłam nawet dokończyć zdania, gdyż chłopak (dalej trzymający mnie za rękę) zaprowadził mnie do kuchni, w której siedziało jeszcze trzech innych, nieznajomych mi kolesi. Czułam się dziwnie i…przecież dzień wcześniej upiłam się tak, że nawet nie wiem u kogo spałam. Byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam wydusić z siebie słowa i wszystko na co było mnie stać w tym momencie to zabawa palcami. „zestresowana, co ?” zapytał mulat. „w ogóle, myśmy się jeszcze nie przedstawili. Ja jestem Siva” wyciągnął do mnie rękę, którą uścisnęłam. „ja jestem Max” odezwał się nagle łysy chłopak. „ja natomiast jestem Tom, a ten osobnik, który krząta się, żeby na pozór, że jemy normalnie śniadania, nazywa się Jay. Loczek odwrócił się na dźwięk wypowiedzianego swojego imienia i radośnie pomachał. W ten usłyszałam zatrzaskujące się głośno z  hukiem drzwi. Wszyscy aż podskoczyli. Do kuchni wszedł jeszcze jeden chłopak. Z resztą dobrze mi znany. Na jego widok, troszkę się rozluźniłam, no i troszkę pamięć ze wczorajszej nocy powróciła. „widzę, że już zdążyłaś się już zapoznać z resztą grupy. Fajnie” podszedł do mnie i pocałował w policzek. Nie powiem, spodobało mi się to, aczkolwiek z tego powodu, że każdy się na mnie w tym momencie patrzał, zrobiłam się czerwona jak burak. A niech to, pomyślą, że mi się podoba, a przecież ja mam chłopaka. „chłopcy, na prawdę miło mi was było poznać, ale muszę już lecieć.” Tym samych wstałam z krzesła. „już?” odwrócił się loczek. „ale ja właśnie skończyłem full English breakfast” powiedział smutno, robiąc przy tym minę szczeniaczka. Można by pomyśleć, że zrobił do adekwatnie do sytuacji, że już muszę iść i w ogóle, lecz ja miałam głupie  wrażenie, że faktycznie jest smutny. „dobrze, zostanę specjalnie na twoje super śniadanie. Jak mam być szczera, to jestem głodna jak wilk.” Na te słowa wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Jedynie Nathan coś jakiś taki dziwny był. Jak wszedł, wszystko było w porządku, radosny, uśmiechnięty, a teraz. Nie wiem o co mu chodzi. Może jest zły, że zostaje u nich na śniadaniu? Muszę z nim pogadać, a i tak muszę, bo chcę wiedzieć, dlaczego nocowałam u nich w mieszkaniu, a nie we własnych, albo przynajmniej u Tony’ego. O kurcze. Tony. Co z nim? I jak zareaguje, że nie wróciłam na noc do domu. A jeśli dowie się, że spałam u Nathan’a. Boże on mnie zabije. Zerwie ze mną. Na te wszystkie myśli, poczułam lęk i potrzebę powrotu do domu. W pośpiechu, zjadłam troszkę z talerza, żeby nie było.” Co? Nie smakuje ci prawda? Wiedziałem to od zawsze, że Jay to marny kucharz” wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz Jay’a oczywiście. „ ej, spadówa. Nie dość, że specjalnie wstaję wcześniej żeby zrobić wam śniadanie, a wy jeszcze wybrzydzacie. Jesteście okropni” po czym skrzyżował ręce na piersi i siedział taki oburzony. W duchu śmiałam się jak mała dziewczynka. „ nie, oczywiście, że mi smakuje, ale naprawdę muszę już iść”. Odpowiedziałam.” „to cieszę się, że chociaż tobie smakuje” wyszczerzył się chłopak. „ dobra Ann, odprowadzę cię” wtrącił się nagle Nathan. Wszystkich oczy powędrowały na niego. Poczułam dziwne uczucie jakby chciał mnie wyrzucić. „dzięki za śniadanie, pomimo tego co mówią chłopcy, pyszne”. Chłopak się uśmiechnął, a Nath pociągnął za rękę „idziemy?”
_____________________________________________________________________
Przepraszam wszystkich tych co czytają tego bloga. Nie miałam jak dodać rodziału i niestety teraz coraz to częściej tak będzie, że będą się one pojawiać co 2-3 dni :( 

wtorek, 14 maja 2013

rozdział 9



Zdenerwowana zachowaniem Tony’ego wstałam od stolika i pokierowałam się w kierunku baru. A co mi tam, nawale się tak, że będzie musiał mnie zanosić do domu. Phiii, on i zatransportowanie mnie do domu? Hahaha dobre sobie, pomyślałam. Owszem, kiedyś to może i tak by się stało. Stop! Kiedyś to na pewno by się tak stało. Teraz? Teraz to nawet o tym nie myślałam. Miałam to gdzieś. Zanim wyszliśmy na tę kolację, myślałam, że to będzie wspaniały wieczór, no i do tego niespodzianka. Myślał, że da mi jakiś prezent, może chociaż różę, wie jak bardzo je lubię, ale nie. Tą swoją niespodzianką, powiem szczerze popsuł mi ten wieczór. I jeszcze jego kumple. Coraz bardziej swawolni. Nie, nie mogę z nim i NIMI wyjechać. Nie mogę zostawić tutaj pracy, domu, Emily. Widać, że dla niego kumple stali się ważniejsi ode mnie. Ale kiedy? To wszystko stało się tak szybko. Na samą myśl o przyszłości, po policzkach pociekły mi łzy. Obróciłam się za siebie, żeby zobaczyć, co dzieje się z Tony’m. Co zobaczyłam? Że świetnie się bawi beze mnie, w towarzystwie swoich kumpli. Widocznie mu się znudziłam. Naglę poczułam rękę na swoim ramieniu. Przestraszona i otumaniona troszkę( chyba alkohol dawał mi się już we znaki) odskoczyłam, odwracając przy tym gwałtownie głowę w kierunku tajemniczego osobnika. „hej, spokojnie, nie zrobię ci przecież krzywdy”, troszkę ochrypły, ale jaki seksowny głos napłynął do mych uszu. Nie odpowiedziałam. Zamiast tego wpatrywałam się w jego niebiesko-zielone oczka, próbując sobie przypomnieć skąd ja je znam. Przyglądaliśmy się sobie nawzajem przez pewien czas. Nie wiem. Nie mogłam sobie przypomnieć. Postanowiłam więc dać sobie spokój i nie zaprzątać swych myśli poprzez kolejne, a wystarczająco ich dziś miałam, odwróciłam się w kierunku barmana, zamawiając kolejny drink. Gdy już go otrzymałam, bez namysłu, jednych susem opróżniłam szklankę. Poczułam, że tajemniczy osobnik siada obok mnie na stołku. „ widzę, że ktoś tutaj ma zły dzień” odparł. „nie twój interes, nie rozmawiam z nieznajomymi”. Odparłam, troszkę gniewnie. „i w dodatku zły humorek. No nieźle”. Nie chciało mi się nawet odpowiadać. Po co? Zamiast tego znów odwróciłam się w kierunku barmana i poprosiłam o dobrze znany mi drink. „hej,  ty naprawdę mnie nie pamiętasz, prawda? Zapytał niepewnie. „a powinnam?”, „ przecież to ja, Nathan…poznaliśmy się w barze…wtedy, jak byłaś ze swoimi przyjaciółmi”, na sam wyraz przyjaciółmi zrobiło mi się dobrze. Ja i ich przyjaciółka? To chyba jakiś żart”. Popatrzałam tylko na chłopaka, po czym wybiegłam przed budynek. Coś mi się zdaję, że dzisiejszej nocy przesadziłam z alkoholem. Może to zabrzmi dziwnie i głupio, ale nigdy, przenigdy nie wymiotowałam po alkoholu. Widzisz Tony do czego ty mnie doprowadzasz. Wyżaliłam się w duchu. Zwracając w szybkim tempie wszystko co dzisiejszego dnia zjadłam, usłyszałam szybkie kroki w moim kierunku i rękę która przytrzymywała mi włosy. Trwało z dobre 10 minut, a gdy już się opanowałam, wytarłam usta w chusteczkę po czym osunęłam się o ścianę. Emocje puściły. Zaczęłam płakać. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego w tak szybkim tempie, zamienił mnie na kumpli. Poczułam dotyk. Tak bardzo chciałam, żeby był to Tony. Podniosłam wzrok, po czym mym oczom ukazała się postura chłopaka z baru. Nathana. „hej, ciii, już dobrze, wszystko będzie dobrze, rozumiesz?” odpowiedział, takim cudownie miłym głosem. „nie będzie, nic już nie będzie takie samo. Jestem do niczego.” Po czym zakryłam swą twarz w dłoniach szlochając. „uspokój się, nie jesteś wcale do niczego. Muszę przyznać, przesadziłaś troszkę z alkoholem, ale każdemu się to zdarza, nie chciałabyś widzieć Jay’a jak przedawkuje” zaśmiał się. „kogo?” podniosłam głowę. „ Jay’a, mojego kumpla.” Nic nie odpowiedziałam. „ dlaczego jesteś w klubie sama i zatapiasz smutki w alkoholu?” zapytał ostrożnie chłopak. „sama? Nie, ja jestem, a raczej byłam tam z moim chłopakiem i jego przyjaciółmi, których woli widoczniej bardziej niż mnie” znów się rozpłakałam. „ nie wierzę, że taka super dziewczyna jak ty płacze z powodu jakiegoś tępego kolesia, który nie potrafi docenić tego co ma, a już na pewno, że woli swoich kumpli os ciebie” dodał. „aha, czyli mi nie wierzysz, myślisz, że zmyślam, tak? Próbowałam wstać, lecz utrzymujący się w mych żyłach alkohol i do tego zmęczony wymiotowaniem organizm uniemożliwił mi to. „uważaj, bo się przewrócisz” podwyższonym głosem zaalarmował chłopak. „ to nie jest tak, że ci nie wierzę, ale nie mieści mi się to w głowie.”, „ mnie tak samo, ale coż takie jest życie, a teraz po 2 latach związku woli ich bardziej niż mnie i do tego chce żebym wyjechała z nim w nieznane”. Miałam ochotę się komuś wyżalić. Nie było nigdzie w pobliżu Emily, więc padło na Nathana. Nie potrafię stwierdzić dlaczego, ale ufałam mu. Wydawał się taki czuły wiarygodny. Nie wiem ile siedzieliśmy przed pubem, ale opowiedziałam mu wszystko o sobie, czując, że z mego serca kruszy się kamień. „zaprowadzić cię do domu?” zapytał Nath. „ z przyjemnością” odpowiedziałam.
________________________________________________________________________________
zaczyna się rozkręcać :)

poniedziałek, 13 maja 2013

rozdział 8



Idąc chodnikiem za rękę z moim chłopakiem rozmyślałam mogę powiedzieć o wszystkim. Sama nie potrafię odpowiedzieć na pytanie dlaczego. Po prostu. Może czułam się szczęśliwa? Nie wiem, może. „o czym rozmyślasz? Zapytał Tony. „ogólnie. Powiedz mi lepiej co to za niespodziankę dla mnie przyszykowałeś.” „ nie mogę ci powiedzieć, bo to już by nie była niespodzianka. Zaraz będziemy  na miejscu to się wszystkiego dowiesz. I nie pytaj co chwilkę, bo i tak się wcześniej nie dowiesz.” Po czym ścisnął moją rękę mocniej.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Tony stanął pierwszy na znak, że jesteśmy tutaj gdzie mieliśmy dotrzeć. Moim oczom ukazała się niewielka knajpka. Szczerze mówiąc pomyślałam, że jak już to zabierze mnie w jakieś bardziej wykwintne miejsce, ale później jakbym odpuściła, bo przecież liczy  się sam gest. Po facetach nie można za dużo oczekiwać. Trzeba się cieszyć z tego co się ma. Teraz też rozumiałam jego brak zainteresowania co do dzisiejszego ubioru. Wchodząc do środka, muszę przyznać, przestrzeń zrobiła na mnie wrażenie. Teraz już wiem, dlaczego Tony wybrał takie a nie inne miejsce. Sala miała śliczny, taki domowy wystrój, w rogu znajdował się bar a dookoła niego dużo stoliczków, które już prawie w pełni były zajęte. Po drugiej zaś stronie znajdowała się sala. Jakby dyskotekowa mogę rzec. 2 w 1, pomyślałam. Jakby się troszkę zagłębić w tej części, w której była niby sala taneczna, można  było dostrzec coś na pozór sceny. Najwidoczniej na dziś przewidywany  był jakiś koncert. Niestety zbyt dużo ludzi kręciło się w tamtej części, żeby cokolwiek zdołać zauważyć. Porzuciłam, więc te myśl, gdyż przecież nie przyszłam tutaj na koncert, a na kolacje z ukochanym. W czasie kiedy Tony zamawiał przy barze, ja zajęłam swe miejsce przy stoliku. Ciągle zastanawiało mnie, co to za tajemnicza niespodzianka. Nie moja wina, że wprost uwielbiam niespodzianki, a nie chcąc mi jej wyjawić, zjada mnie to. Z zamyśleń wyrwał mnie głos chłopaka. Opowiadaliśmy sobie śmieszne historie, żarty, później zjedliśmy kolacje. Było idealnie. Tak jak wcześniej. Cieszyłam się. Naprawdę byłam szczęśliwa. Do momentu jednak, gdy chłopak w końcu wyjawił mi co to ma być za radosna niespodzianka. „a więc kochanie, nadszedł czas na obiecaną niespodziankę” złapał mnie za ręce, które były oparte na stoliku, obok świec. Na samą myśl i słowo ”niespodzianka” moje  serce przyspieszyło rytm. Kocham to. „nareszcie, bo już myślałam, że albo się rozmyśliłeś, albo zapomniałeś. Gadaj”. Wypowiedziałam te słowa z ogromną ekscytacja. „ wyjeżdżamy. Do Irlandii. Za 3 dni. Co o tym myślisz?” .Zatkało mnie. My mamy jechać do Irlandii? Ale jak to? A co z życiem, które tutaj zbudowaliśmy.” Jak to wyjeżdżamy? A co z życiem tutaj?” zapytałam, trochę zbita z tropu. „zapomnij o tym życiu. I tak nic wartościowego ono tutaj nie wnosi. A tam? Możemy zacząć  je od nowa. Wspólnie, tylko  ty i ja. Na zawsze”. Nie wiedziałam zupełnie co o tym wszystkim sądzić. Gdy wypowiadał te słowa, mówił to z takim przekonaniem i jednocześnie  fascynacją, że faktycznie, uwierzyłam, że nic mnie tutaj nie trzyma. Ale żeby za 3 dni. Nie byłam do końca pewna. „ ale skąd u ciebie taki pomysł? I to tak nagle.” „ znalazłem lepszą, znakomicie płatną pracę, problem w tym, że w Irlandii, dlatego chciałbym, żebyś się ze mną tam wyprowadziła i zaczęła wszystko od nowa.” „nie wiem, naprawdę. Muszę przyznać, że zaskoczyłeś mnie tym stwierdzeniem. A co z twoimi kumplami, których tutaj magicznie odnalazłeś?” wiem, że może to troszkę głupio zabrzmiało, ale to właśnie mi przyszło na myśl. „ oni też jadą. W ogóle jak się okazało, to oni tam mieszkają i specjalnie przyjechali tutaj, do Londynu, by osobiście się mnie zapytać, czy pomógłbym im, tam w Irlandii przy robocie. Powinni tutaj zaraz się zjawić, to dokładnie będziesz mogła ich dopytać” w tym momencie spojrzał na zegarek. Na samą myśl, że mają tutaj przyjść i psuć mi MÓJ wieczór z MOIM chłopakiem, aż się we mnie zagotowało. W dodatku, ONI chcą byśmy wszyscy wyjechali do nich. No dobre sobie. Do momentu, w którym nie wspomniał o swoich kumplach, byłam w stanie przystać na jego propozycję, ale teraz….sama nie wiem.
Za nie całe 5 min, zjawili się oni…kumple Tony’ego. Gdy tylko się do nas dosiedli, poczułam jak ktoś łapię mnie za tyłek. To obleśne pomyślałam, szarpiąc wręcz rękę, sciągając ją jednocześnie z mojego pośladka. „idę do baru. Jak coś to przyjdź” odparłam do Tony’ego, który jak mi się zdaje, zbyt pochłonięty rozmową, nie usłyszał nawet moich słów.
__________________________________________________________________________________
Proszę Was bardzo o wyrażania swojej opinii na temat tego opowiadania. ;)