piątek, 14 czerwca 2013

rozdział 14



Poranne promienie świecąc na ma twarz przebudziły mnie. Spojrzałam na zegarek. 7:30. Zdecydowanie za wcześnie, pomyślałam w duchu po czy bezwładnie opuściłam głowę na poduszkę. Kręciłam się i wierciłam. Na nic. Postanowiłam, więc się już dłużej nie katować i powędrowałam w stronę toalety. Pozwoliłam sobie dziś troszeczkę dłużej postać pod prysznicem i pozwolić by strumień gorącej wręcz wody spływał po mym ciele niczym wodospad. Następnie zrobiłam makijaż i wyprostowałam włosy. Nakładając podkład, zauważyłam fioletowo- żółtą plamę wokoło lewego oka. Serce zaczęło mi szybciej bić na samą myśl wczorajszych wydarzeń. Nałożyłam grubszą warstwę niż zwykle i poprawiłam pudrem dla lepszego efektu. Kto by pomyślał, że ja, ja zostanę pobita przez własnego chłopaka, chłopaka, którego kocham. Tak. Ja go kocham. I to jest właśnie najgorsze. Nagle z natłoku myśli wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Kto to taki o takiej porze? Pomyślałam. Zeszłam pospiesznie na dół i otwierając drzwi ujrzałam posturę mężczyzny. Serce znów zaczęło mi bić, bo tym mężczyzną okazał się Tony. Pomyślałabym, że chce mnie przeprosić za swoje zachowanie i w ogóle, lecz zmyliła mnie ogromna walizka, która stała na kółkach obok jego nogi. „co tutaj robisz?” odezwałam się obojętnym głosem. Nie miałam najmniejszej ochoty udawać, że jest inaczej, że cieszę się na jego widok. „ Stoję, nie widzisz? ‘ odpowiedział beszczelnie. „To równie dobrze możesz sobie pójść, nie mam ochoty się z tobą widzieć”. Nie dałam mu za wygraną. „ oj weź skończ, dalej się gniewasz za wczoraj? Przecież nic ci nie ma.” No nie tego to już było za wiele. „ Bo starannie to ukrywał pod grubą maską tapety” wykrzyczałam. „a może chcesz zobaczyć moje posiniaczone ręce  co ? dokończyłam. Nastała cisza. „ nie chcesz mnie teraz widzieć, spoko, rozumiem, ale jak ci przejdzie to spakój się do tej walizki, jest większa niż ta od rodziców.” Po czym podał przez próg walizkę. Stałam tak i wpatrywałam się tępo w jego stronę. „ty kpisz, tak?” zapytała z niedowierzaniem. „przecież mówiłam ci, że nigdzie z tobą nie jadę!” odparłam po czym przeniosłam walizkę za próg tam gdzie stała pierwotnie, koło jego nogi. Mogłam dostrzec jak na jego twarzy maluje się grymas wściekłości. Znowu poczułam to okropne uczucie lęku. Już mu nie ufałam. Nie po tym czego wczoraj dokonał. Cofnęłam się krok w tym. To jednak na nic gdy ten złapał mnie za rękę i swym ciałem przygniótł moje do ściany. Zabrał ręką moją twarz i patrząc głęboko w oczy rzekł „jedziesz, albo z nami koniec.” Wysyczał przez zęby. Poczułam ukłucie w sercu. Przecież dobrze wiedział, że oprócz niego nie mam nikogo bliższego. No, mam Emily, ale ona również ma chłopaka, z którym spędza czas gdy nie jest w pracy. „to jak? Pakujesz, czy ja mam się spakować, ale z twojego życia” odparł, uśmiechając się ironicznie „no tak, przecież biedna Ann nie ma nikogo oprócz mnie. I tak wiem,  że zrobisz dla mnie co zechce, masz czas do jutra. Około 13 będę żeby cię odebrać. Nie spóźnij się” odparł, po czym wziął swą rękę z mojego policzka i klepnął chamsko w mój tyłek. Ja tak tylko stałam i nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Gdy tylko chłopak opuścił mieszkanie, łzy napłynęły mi do oczu. Zaczęłam płakać niczym małe dziecko, które nie dostało wymarzonej zabawki podczas pobyty w sklepie z mamą. Chociaż nie. To było gorsze. I to uczucie bezsilności. Nie chciałam wyjeżdżać i zostawiać tutaj wszystkich, ale chyba za bardzo czułam się przywiązana do Tony’ego. To on przecież pomagał mi w moich najtrudniejszych chwilach. Uzależniłam się od niego jak od narkotyku. Czułam, że mój świat się wali. Przecież to nie był już ten Tony, którego pokochałam. On w życiu nie odezwałby się tak do mnie. A te zachowanie?
Składałam swoje rzeczy ze łzami w oczach. Jutro muszę zadzwonić do pracy, poinformować, że już więcej nie przyjdę i odebrać wypłatę za przepracowane dni. Muszę również zadzwonić do Emily. Pewnie się wkurzy, że dopiero teraz jej o tym mówię, ale mam nadzieje, że to zrozumie. No i Nathan. Tutaj będzie najgorzej, bo z nim ostatnio spędzałam dużo czasu. Ale jak to się mówi,  wszystko co dobre kiedyś się kończy.

czwartek, 6 czerwca 2013

rozdział 13



„przyznaj się, masz tutaj kogoś?” odezwał się z oburzeniem i wyrzutem w głosie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Przecież dobrze wiedział, że go kocham, że każdy swój wolny czas chce spędzać z nim, a to, że on woli go spędzać ze swoimi kumplami to przecież nie mój problem. „ że co proszę?” odezwałam się z jeszcze większym oburzeniem niż on zrobił to przed chwilą. „to co słyszałaś ! „ wykrzyknął, po czym złapał mnie mocno za rękę. Poczułam pulsujący ból w tym miejscu, który przeszywał moje ciało. „Auuuć, to boli, puszczaj” wykrzyknęłam starając się uwolnić od jego zabójczego uścisku. „dobrze wiesz, że cię kocham i każdą chwilę chcę spędzać z tobą, za to ty wolisz go spędzać z kumplami”. Cisza. „Ty głupia wariatko, nawet nie masz pojęcia co gadasz. Musiałem się z nimi trzymać by móc zarobić na nas. Na naszą przyszłość a ty? A ty masz to gdzieś i  chcesz pozostać na wieczność w tej dziurze.” To zabolało. Zaczęliśmy się kłócić jak nigdy dotąd. Wszystko mu wygranęłam, wszystko to co kumulowało się we mnie od miesięcy, wszystko to co mi się nie podobało. Teraz miałam to gdzieś. Teraz albo nigdy, taką miałam myśl w głowie. Oczywiście Tony nie dawał za wygraną. W przeciwieństwie do niego, ja gadałam prawdę i on dobrze o tym wiedział. W pewnym momencie ujrzałam złość tak zgromadzoną w jego twarzy, że się przestraszyłam. Niestety za późno. Poczułam falę bólu przepływającą przez mą twarz. TONY MNIE UDERZYŁ. Zaczęłam szlochać. Myślałam, że to go opamięta, lecz ten wpadł w furię. Zaczął mnie wyzywać od najgorszych wyzwisk, na które w życiu nie zasłużyłam. Chciałam opuścić samochód, lecz ten znów mnie przytrzymał. Bałam się jak nigdy dotąd i to w dodatku faceta, którego myślałam. Krzyczałam. W pewnym momencie uderzyłam go w twarz, ten natomiast zaskoczony moja defensywą złapał się za twarz. Wykorzystałam ten moment i otworzyłam drzwi auta. Wybiegłam na ulicę i nawet nie wiedząc gdzie, zaczęłam biec. Biec ile tylko miałam sił. Zapłakana i pobita. Ludzie się za mną oglądali, lecz mnie to nie obchodziło co sobie pomyślą. Dla mnie liczyło się tylko to żeby uciec od Tony’ego. Jak najdalej. Obróciłam się za siebie. Nie było go tam. Nigdzie go nie było. „udało mi się?” pomyślałam. Dla pewności obróciłam się raz jeszcze, gdy nagle coś pchnęło mnie prosto na ziemię. Musiałam na kogoś wpaść. Podniosłam głowę i ujrzałam postawę wysokiego mężczyzny  burzą blond loków. Nawet go nie poznałam, gdyż mój umysł był jeszcze nastawiony na tryb ucieczki. Podał mi rękę żebym mogła wstać. Widząc posiniaczone ręce, krew z nosa i rozciętą wargę, mogłam zauważyć, że mój widok go zaniepokoił. „Ann, dziewczyno, co ci się stało? Jak ty wyglądasz? Kto ci to zrobił?” zaczął bombardować mnie tysiącem pytań na raz. „chcę stąd iść, jak najszybciej, on tu zaraz pewnie będzie” przestraszona, przez łzy, wydukałam w stronę chłopaka. „dobrze, wsiadaj, zaparkowałem tutaj, zaraz cię stąd zabiorę, ale opowiesz mi co się stało okej ?” zapytał nieśmiało. Ja tylko przytaknęłam i czym prędzej wsiadłam do samochodu. Teraz już wiem, to był Jay. Kolega Nath’a. „to jak, powiesz mi co się stało i kto cię doprowadził do takiego stanu?” powiedział cicho, spokojnym i pełnym troski głosem. „Najpierw musisz mi przyrzec, że nic nie wspomnisz o tym Nath’owi. On o niczym nie może wiedzieć. Zrozumiano? Zapytałam. Nie mogłam pozwolić, by Nath o czymkolwiek   się dowiedział. Pewnie zabrałby sprawy w swoje ręce i po co ma mu się stać krzywda? Teraz już wiem, że  stary Tony nie istnieje. Teraz jest nowy. Nieobliczalny Tony. „ jak sobie życzysz. „ odpowiedział. Nastała cisza.  Gdy chłopak wysłuchał w milczeniu mojej historii, widziałam jak zaciśnął pięści. „Jeszcze  tylko tego brakowało.” Pomyślałam.

piątek, 31 maja 2013

rozdział 12



Od mojego ostatniego spotkania z Nath’em minęło jakieś..hmm… jakieś 2 tygodnie. Ciągle się wykręcał tłumacząc, że ma teraz straszną harówkę w pracy. Pytałam go kilkakrotnie co to jest za niesamowita praca skoro za każdym razem, kiedy chcę się z nim spotkać, a biorę pod uwagę również niedziele, bo jak wiadomo również mam prace. (Nudna biblioteka. Ahh.), to spławiał mnie, że wystarczająco męcząca i kiedyś sama to odkryje, a nawet jest zaskoczony, że jeszcze tego nie dokonałam. Nie powiem, dało mi to troszkę do myślenia, no ale nie wiedziałam, którego tropu się chwycić, więc pozostawiłam to tak jak jest.  Oczywiście pomimo tego utrzymujemy ze sobą stały kontakt . Wiadomo, sms no i  nocne rozmowy. Oczywiście kiedy Tony nie spał u mnie. Bardzo by się wkurzył. Teraz to już w ogólnie nie przypomina tego człowieka, którego obdarzyłam uczuciem przeszło 2 lata temu. Chodzi poddenerwowany, nie sypia u mnie tak często jak to było kiedyś, jeżeli chcę się z nim spotkać, tłumaczy, że nie ma czasu. Jednak to co najbardziej mnie niepokoi to, to że ostatnio, bez jakiejkolwiek przyczyny zaczął na mnie wrzeszczeć. Oczywiście, podczas kłótni zazwyczaj na siebie krzyczeliśmy, bo kto na tym świecie jest idealny? Nikt. To oczywiste. Ale on zachowywał się jak naprawdę nie byłby sobą. Myślałam, że to tylko chwilowe, że jak jego koledzy wyjadą, to on powróci do bycia taką osobą jaką był wcześniej. Normalną i kochającą. Nie raz zdarzyło mi się przepłakać noce, ale to jak teraz się okazuje był tylko i wyłącznie początek tego co miało później nastąpić.
Pewnego dnia, gdy wracałam akurat z biblioteki, spotkałam Nath’a. Nalegał byśmy porozmawiali, bo ma dla mnie bardzo ważną wiadomość. Niestety naprawdę spieszyłam się do domu, bo obiecałam Tony’emu, że wrócę dzisiaj wcześniej i pojedziemy znajomych z lotniska. Nie dało się nie zauważyć jego rozczarowania, pomimo tego, że i tak nie widywaliśmy się zbyt często. Z jednej strony to chciałam się na nim troszeczkę odgryźć za to, że to on wiecznie nie miał dla mnie czasu pomimo moich starań, a teraz gdy nagle on czegoś zapotrzebował to zaraz musi wszystko wypalić i w ogóle. Jednak ja tak nie potrafię. „Nath, ja wiem, że skoro mówisz, że to ważna sprawa to faktycznie taka ona jest, ale wybacz dziś nie dam rady. Muszę odebrać znajomych z lotniska. Dziś przylatują i nas poprosili, a wiesz głupio odmówić. Nawet wcześniej się dziś z pracy wyrwałam.” Skwitowałam chłopaka. „Ale to zajmie ci góra 5 min. Obiecuje.” Miałam się już zgodzić, gdy w pewnym momencie podjechało czarne Audi. Oczywiście rozpoznaje ten samochód. To Tony. Spojrzałam w jego kierunku. Ten zatitał klaksonem po czym otworzył drzwi, wysiadł i pokierował się w naszym kierunku. „cześć bejbe, nie miałaś się czasem wcześniej zerwać z pracy?” powiedział to takim groźnym wzrokiem. Nastała cisza. Popatrzałam na Nath’a, wykonałam przepraszający wyraz twarzy i odeszłam z chłopakiem. Gdy się obróciłam i wsiadłam do auta, zobaczyłam tylko smutną minę chłopaka. Było mi go żal, nawet nie mogłam się z nim pożegnać, bo gdyby Ton się skapnął, że się znamy i to dobrze, byłby zły, a na kolejną kłótnie nie mam ochoty. „Kto to był za chłoptaś?” przerwał ciszę. „znajomy, nikt ważny” odpowiedziałam cicho. „To dobrze, bo jak co, dostanie nauczkę, żeby do zajętych lasek nie zarywać”. Nie odezwałam się. Wolałam to po prostu przemilczeć. Naprawdę go nie poznawałam. Zawsze potrafił zrozumieć, że mam również kolegów. „Za 3 dni wylatujemy”. Wypowiedział te słowa tak spokojnie jakby były one oczywiste. Jakby były formalnością, coś na co się zgodziłam i tylko teraz pozostało na to czekać i odliczać dni. Dla mnie to były słowa jakby kary. Tyle razy mu tłumaczyłam, że nie chcę zostawiać tutaj Emily, pracy, znajomych no i…Nathana. Za dużo wspomnień mam z tym miastem z resztą ja nie jestem jeszcze gotowa żeby z nim zamieszkać. Nie po tym wszystkim co się teraz dzieje. Tam będą jego kumple, a moi…a moi pozostaną tutaj. „myślałam, że ten chory pomysł już wyparował ci z głowy”. Odpowiedziałam. Nastała chwila ciszy. Tony zatrzymał pojazd na poboczu po czym zwrócił się w moją stronę. „Dlaczego się upierasz? Czy nie tego chciałaś? Wspólnego życia ze mną? W naszym własnym domu?”. Jego oczy skierowane były na moje. Nie wiedziałam za bardzo co odpowiedzieć. Przygryzłam lekko wargę po czym w końcu po chwili namysłu przemówiłam „tak, oczywiście, że chciałam, ale nie możesz robić tego znienacka. Przecież ja się tutaj wychowałam, tutaj mam przyjaciół i tutaj mam pracę. Dlaczego chcesz mi to teraz odebrać. Powinniśmy razem decydować się na tak poważne zmiany w naszym życiu jak przeprowadzka, a tym bardziej tak daleko”. Znowu nastała cisza. Widziałam jak w jego oczach zbiera się gniew. „No super, teraz to się zacznie kolejna wojna” pomyślałam.

czwartek, 23 maja 2013

rozdział 11



„Ała, Nath to boli” wykrzyknęłam w jego stronę. Chłopak po tych słowach natychmiast mnie puścił, czując się jak sądzę, głupio. „przepraszam Ann” wydukał. „odwiozę cię do domu”. „dlaczego tak zareagowałeś? Nie szło mi po prostu powiedzieć tylko od razu mnie szarpać ?” czułam, że muszę wyjaśnić tę sytuację. „ przepraszam, naprawdę cię bardzo przepraszam, nie wiem, nie myślałem wtedy, po prostu tak instynktownie…” po czym zamilkł. „dobra, nie szkodzi, ruszajmy”.
Droga, muszę przyznać ciągła się niemiłosiernie, aczkolwiek nie było to znowu tak daleko od domu chłopaków. Może miałam takie wrażenie, ponieważ między mną a Nath’em była grobowa cisza. Tylko można było usłyszeć piosenki, które maskowały tę pustkę w aucie. Śledziłam wzrokiem mijający za oknem krajobraz, gdy nagle chłopak postanowił złamać tę niezręczną ciszę. „może jesteś głodna? Znam super knajpkę za rogiem.” Zapytał. „wiesz, chyba powinnam wrócić do domu. Jeśli chcesz, możemy zjeść coś u mnie?” zaproponowałam. „dalej jesteś na mnie zła, prawda?. Zdziwiłam się gdy zadał takie pytanie. Owszem, czułam się dziwnie, ale to nie była złość, to było coś w stylu ciekawości. Chciałam wiedzieć co nim wtedy kierowało, to nie był Nath, którego choć musze przyznać słabo znałam. Pomimo tego był inny. Nie wiem. Odpuściłam, bo to i tak nie ma sensu. „Jasne, że nie jestem na ciebie zła. Po prostu powinnam już być w domu. Tony może się martwić. Z resztą jestem ciekawa, jak jego losy się potoczyły wczorajszej nocy”. Nastała cisza. Bardzo niezręczna cisza. „ten Tony, twój chłopak, to, to jest ten co opowiadałaś mi, tak?”. Poczułam jego zakłopotanie. „tak, to właśnie on, a co ?” zapytałam. Szczerze mówiąc to byłam ciekawa co takiego miał na myśli zadając te pytanie. „nie, nic. Tak tyko pytam.” Znowu nastała cisza. Boże jak ja tego nienawidzę. Wzięłam głęboki wdech, po czym wypuściłam powietrze. Trochę głośno, ale co mi tam. Nath odwrócił głowę w moim kierunku. Popatrzał się na mnie, lecz ja udałam, że tego nie zauważyłam i w dalszym ciągu podziwiałam wygląd zza okna. Po naprawdę nie długiej chwili zajechaliśmy pod dom. Muszę przyznać, że GPS spisał się na medal, no i w sumie jestem mu wdzięczna, bo naprawdę ciężko było mi przerwać panującą w samochodzie ciszę. „jesteśmy”. Odpowiedział cicho chłopak. Z tonacji jego głosu, mogę wywnioskować, że był troszkę smutny. „dokładnie tak.” Odpowiedziałam, po czym dodałam nieśmiale. „wiesz, wiem, że powinnam cię zaprosić do środka, ale wiesz, że miałam dość szaloną noc i nie wiem czy czasem nie zastanę w domu Tony’ego, mojego chłopaka” dodałam pospiesznie. „nie chcę, żeby był zły, rozumiesz.” Popatrzałam się w jego śliczne oczka, które były skierowane wprost na mnie.” jasne, że rozumiem. Masz chłopaka i  ja to szanuję. Po prostu, jak będziesz kiedyś czegoś potrzebować to dzwoń, masz mój numer.” Po czym spuścił wzrok na kierownicę. Nie rozumiałam do końca jego zachowania. Ja miałam chłopaka. On był sam, więc mógł się zauroczyć czy cos, ale przecież nie był brzydki, a wręcz przeciwnie. I rzec mogę nawet, że nawet w moim guście. Ale nie. Stop. Ja mam chłopaka, którego kocham i któremu muszę pomóc, to jest moją myślą przewodnią. Popatrzałam chłopaka po raz ostatni po czym się grzecznie pożegnałam i pokierowałam się w kierunku mojego mieszkania.

niedziela, 19 maja 2013

rozdział 10



Rano, obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Przez moment nie mogłam sobie przypomnieć, dlaczego czuję się tak okropnie, natomiast po chwili przypomniało mi się, że miałam świętować z Tony’m…w restauracji. Odeszłam od stolika, totalnie wkurzona i potem…film się urywa. Podniosłam się, w dalszym ciągu leżąc w łóżku, rozglądnęłam się. Hola hola…Ja nie jestem u siebie. Moje serce zaczęło szybciej bić. Co ja do cholery tutaj robię?! Boże, to na pewno nie pokój Tony’ego, a co dopiero mój. Obróciłam się w bok. Nikogo tam nie było. Bałam się. A co jeśli ktoś wykorzystał sytuacje i upitą do nieprzytomności porwał i…w tym momencie spojrzałam na siebie. Nie. Byłam ubrana tak jak wyszłam z domu. Złapałam się z głowę. Muszę iść. Szybko muszę iść. Poszukałam swojej torebki i łapiąc ją szybko wybiegłam z pokoju. Usłyszałam, że ktoś krząta się w kuchni. Moje serce znów zaczęło bić. W głowie miałam tylko i wyłącznie jedną myśl : MUSZE SIĘ STĄD WYDOSTAĆ…ŻYWA! Po cichutku zaczęłam się skradać po schodach. Teraz to ja czułam się jak jakiś złodziej, który zdobył łupy i teraz próbuje się z nimi wydostać. Jeden krok, drugi, trzeci…Gdy już miałam otwierać frontowe drzwi i w końcu opuścić nieznane mi miejsce, ktoś złapał mnie za rękę.” A ty gdzie się wybierasz, śniadanie co prawda nie jest jeszcze gotowe, ale za jakieś dobre 5 min obiecuję, że będzie”. Na dźwięk jego głosu aż podskoczyłam. Obróciłam się w powoli w jego kierunku i ujrzałam wysokiego, niebieskookiego chłopaka z burzą loków na głowie. Jego uśmiech był ciepły, pełen dobroci. Nie! Stój! To przecież może być jakaś podpucha. Ty go nie znasz. Moje myśli zaczęły się bić. „ja, ja myślę, że powinnam już pójść. Nie czuję się świetnie, do tego…” nie zdążyłam nawet dokończyć zdania, gdyż chłopak (dalej trzymający mnie za rękę) zaprowadził mnie do kuchni, w której siedziało jeszcze trzech innych, nieznajomych mi kolesi. Czułam się dziwnie i…przecież dzień wcześniej upiłam się tak, że nawet nie wiem u kogo spałam. Byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam wydusić z siebie słowa i wszystko na co było mnie stać w tym momencie to zabawa palcami. „zestresowana, co ?” zapytał mulat. „w ogóle, myśmy się jeszcze nie przedstawili. Ja jestem Siva” wyciągnął do mnie rękę, którą uścisnęłam. „ja jestem Max” odezwał się nagle łysy chłopak. „ja natomiast jestem Tom, a ten osobnik, który krząta się, żeby na pozór, że jemy normalnie śniadania, nazywa się Jay. Loczek odwrócił się na dźwięk wypowiedzianego swojego imienia i radośnie pomachał. W ten usłyszałam zatrzaskujące się głośno z  hukiem drzwi. Wszyscy aż podskoczyli. Do kuchni wszedł jeszcze jeden chłopak. Z resztą dobrze mi znany. Na jego widok, troszkę się rozluźniłam, no i troszkę pamięć ze wczorajszej nocy powróciła. „widzę, że już zdążyłaś się już zapoznać z resztą grupy. Fajnie” podszedł do mnie i pocałował w policzek. Nie powiem, spodobało mi się to, aczkolwiek z tego powodu, że każdy się na mnie w tym momencie patrzał, zrobiłam się czerwona jak burak. A niech to, pomyślą, że mi się podoba, a przecież ja mam chłopaka. „chłopcy, na prawdę miło mi was było poznać, ale muszę już lecieć.” Tym samych wstałam z krzesła. „już?” odwrócił się loczek. „ale ja właśnie skończyłem full English breakfast” powiedział smutno, robiąc przy tym minę szczeniaczka. Można by pomyśleć, że zrobił do adekwatnie do sytuacji, że już muszę iść i w ogóle, lecz ja miałam głupie  wrażenie, że faktycznie jest smutny. „dobrze, zostanę specjalnie na twoje super śniadanie. Jak mam być szczera, to jestem głodna jak wilk.” Na te słowa wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Jedynie Nathan coś jakiś taki dziwny był. Jak wszedł, wszystko było w porządku, radosny, uśmiechnięty, a teraz. Nie wiem o co mu chodzi. Może jest zły, że zostaje u nich na śniadaniu? Muszę z nim pogadać, a i tak muszę, bo chcę wiedzieć, dlaczego nocowałam u nich w mieszkaniu, a nie we własnych, albo przynajmniej u Tony’ego. O kurcze. Tony. Co z nim? I jak zareaguje, że nie wróciłam na noc do domu. A jeśli dowie się, że spałam u Nathan’a. Boże on mnie zabije. Zerwie ze mną. Na te wszystkie myśli, poczułam lęk i potrzebę powrotu do domu. W pośpiechu, zjadłam troszkę z talerza, żeby nie było.” Co? Nie smakuje ci prawda? Wiedziałem to od zawsze, że Jay to marny kucharz” wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz Jay’a oczywiście. „ ej, spadówa. Nie dość, że specjalnie wstaję wcześniej żeby zrobić wam śniadanie, a wy jeszcze wybrzydzacie. Jesteście okropni” po czym skrzyżował ręce na piersi i siedział taki oburzony. W duchu śmiałam się jak mała dziewczynka. „ nie, oczywiście, że mi smakuje, ale naprawdę muszę już iść”. Odpowiedziałam.” „to cieszę się, że chociaż tobie smakuje” wyszczerzył się chłopak. „ dobra Ann, odprowadzę cię” wtrącił się nagle Nathan. Wszystkich oczy powędrowały na niego. Poczułam dziwne uczucie jakby chciał mnie wyrzucić. „dzięki za śniadanie, pomimo tego co mówią chłopcy, pyszne”. Chłopak się uśmiechnął, a Nath pociągnął za rękę „idziemy?”
_____________________________________________________________________
Przepraszam wszystkich tych co czytają tego bloga. Nie miałam jak dodać rodziału i niestety teraz coraz to częściej tak będzie, że będą się one pojawiać co 2-3 dni :(