„Tony o co chodzi ? Proszę nie każ mi dłużej czekać”. On
spuścił wzrok . Milczał. Przeciągająca się cisza, tylko robiła cała atmosferę
bardziej napiętą niż już wystarczająco była. „bo widzisz…nie wiesz o mnie
wszystkiego..” znowu nastała cisza. „ to mi opowiedz to co pominąłeś.” Nie
dawałam za wygraną. „Ann, bo ja…” nie dokończył zdania, gdyż w tym akurat
momencie przed klubem pojawiła się cała paczka zwariowanych kolegów Tony’ego.
„chodźcie kochasie, idziemy na wyścigi. Tutaj zaczyna robić się nudno.” Tony
tylko spojrzał na mnie i objął kierując w stronę grupki „pogadamy później.”
Przeszliśmy kawałek, gdy nagle wyszliśmy na coś w stylu parkingu, z tym
wyjątkiem, że roiło się na nim od niezliczonej ilości motorów. No muszę
przyznać, że troszkę mnie to zaintrygowało. Byłam ciekawa co czeka mnie
dzisiejszej nocy. Pełno ludzi przemierzających od motoru do motoru, dziewczyny
ubrane w dość skąpe stroje poprawiały makijaż, niektórzy zawodnicy byli już kompletnie
gotowi do rywalizacji i ustawiali się na wyznaczonych miejscach przy linii
startowej. Po niespełna dwudziestu minutach, wszyscy byli gotowi. Jeźdźcy
ustawieni na starcie, dziewczyny obrócone tyłem do zawodników, zapięte z nimi
pasami. Oczekiwałam z zaciekawieniem na rozpoczęcie się rywalizacji, kiedy ktoś
podbiegł do mnie, łapiąc, a raczej szarpiąc mnie za rękę i prowadząc w kierunku
czerwonego motoru, szczerze mówiąc byłam przerażona. Na szczęście Tony
zareagował w porę i odebrał mnie temu kolesiowi. W duchu dziękowałam
Bogu…przecież ja pierwszy raz widzę takie coś, a co dopiero brać w tym udział. Wyścigi się rozpoczęły. Ludzie
dopingowali głośno, atmosfera była napięta. Nic dziwnego jak ludzie obstawiali
niebyle jakie pieniądze, kto dziś wygra. Zafascynowana śledziłam losy
zawodników. Nawet nie wiek kiedy wokół mnie zrobiło się pusto. Szukałam wzrokiem przede wszystkim Tony’ego,
ale on jakby zapadł się pod ziemię. Wtedy przypomniałam sobie o naszej niedokończonej
rozmowie. Na tę myśl, aż przeszły mnie dreszcze. Co on znowu zrobił? Zadawałam
sobie te pytanie w duchu chyba z tysiąc razy. Okej, rozumiem, że on nigdy nie
był aniołkiem, lubił dużo wypić i bawić się na krawędzi, ale odkąd mnie poznał,
zmienił się. Coś mi się zdaje, że to ci jego „dawni kumple” mają coś
powiązanego z jego zmianą zachowania. Szukałam i szukałam. Nic. Zmęczona
bezowocnymi poszukiwaniami, odczułam potrzebę skorzystania z ubikacji. Nie
ciężko mi było ją znaleźć gdyż ten ogromny parking znajdował się zaraz niedaleko
małego domku, coś w stylu wakacyjnego. Wchodząc, natknęłam się na dwóch kolesi.
Śmiali się głośno z czegoś, lecz gdy tylko ja się pojawiłam, ucichli. Jeden z
nich wstał, jego mina nie wyrażała żadnych emocji. Szczerze, umierałam z
przerażenia. Podszedł do mnie. Czułam na sobie ich wzroki, a szczególnie tego,
który podszedł do mnie. „hej lala, a ty tutaj czego? Zgubiłaś się? Może
jesteśmy w stanie ci w czymś pomóc? Odpowiedział. Na kilometr czuć było od
niego alkohol. „ja
tylko…przyszłam..no…skorzystać z ubikacji.” Zmierzył mnie wzrokiem, po czym
szepnął na ucho „ masz szczęście, że znamy Tony’ego i nie jest nam już niczego
winien, inaczej czekał by cię marny los jeśli mam być szczery”. Obrzydliwie
oblizał wargi. „ znacie Tony’ego? Ale skąd?” zapytałam, zupełnie zbita z tropu.
„oooj no zobacz Mikel, chłopaczyna nic
nie powiedział swojej ukochanej dziewczynie. Nie ładnie, chyba będziesz musiała
z nim bardzo poważnie porozmawiać” Popatrzał się po czym wypchał mnie z domku.
„idz już. Póki nie masz jeszcze kłopotów” zatrzasnął za mną drzwi z hukiem. Co
do cholery miało to znaczyć. Muszę znaleźć Tony’ego i to jak najszybciej.
Wróciłam jeszcze raz na parking. Zauważyłam bardzo rozweselonego chłopaka w
grupce swoich znajomych. Podeszłam szybkim krokiem, po czym złapałam go za rękę
i wyprowadziłam na pobocze. „ mieliśmy chyba coś dokończyć, prawda? Nieco
zdenerwowana, wyrzuciłam to z siebie. „ nie teraz Ann, widzisz, że jest fajna
atmosfera, nie psujmy tego” odpowiedział tak jakby nic się nigdy nie wydarzyło.
„ aha, czyli jak mnie jacyś kolesie po raz kolejny będą chcieli porwać czy coś
gorszego zrobić, to wtedy też nie będziesz chciał psuć atmosfery, tak ? nastała
cisza. „jak to napaść? Coś się stało? O czym nie wiem ?. „ może gdybyś nie był
tak zajęty swoimi kumplami, a bardziej byś się mną interesował to zauważyłbyś”
nic nie powiedział. „ byłam przed chwilą w tamtym domku, jacyś kolesie, którzy
tam siedzieli twierdzą, że cię znają i tylko dlatego, uszłam z życiem. Może mi
to wyjaśnisz?”. Gdy tylko spojrzał w kierunku domku, było można zauważyć grymas
na jego twarzy. „ po cholerę tam szłaś, głupia jesteś czy jak. Miałaś się
nigdzie nie oddalać ! „ wykrzyczał to w taki sposób jakby nie dochodził do
niego fakt, że to dzięki jego nieobecności tam poszłam. „ przecież ci mówię, że
nigdzie cię nie było…z resztą nie mam ochoty się z tobą kłócić, żegnam”
wypowiadając te ostatnie słowa odeszłam. Chłopak stał, nieruchomo na swoim
miejscu jeszcze przez chwilę. Co gorsza, nie pobiegł za mną, nawet po to aby
mnie przynajmniej odprowadzić do domu. Wiedział, że to nie jest bezpieczna
okolica, a jednak mnie tu przywlekł. Dziwne, ale odchodząc słyszałam głosy
któregoś z jego kumpli „ zostaw ją niech idzie, mniej kłopotów będzie”. Słysząc
te słowa, wybuchłam płaczem. Dlaczego on się tak zachowuje? Już sama nie wiem
co myśleć. Widocznie kumple są dla niego ważniejsi.
___________________________________________
Z tego powodu, że dodaję rozdziały i żadnego komentarza nie ma, a są osoby któe czytaja, wprowadzam zasadę- minimum 2 komentarze pod postem. Przepraszam ,ale muszę :*
___________________________________________
Z tego powodu, że dodaję rozdziały i żadnego komentarza nie ma, a są osoby któe czytaja, wprowadzam zasadę- minimum 2 komentarze pod postem. Przepraszam ,ale muszę :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz