wtorek, 30 kwietnia 2013

rozdział 5



„Tony o co chodzi ? Proszę nie każ mi dłużej czekać”. On spuścił wzrok . Milczał. Przeciągająca się cisza, tylko robiła cała atmosferę bardziej napiętą niż już wystarczająco była. „bo widzisz…nie wiesz o mnie wszystkiego..” znowu nastała cisza. „ to mi opowiedz to co pominąłeś.” Nie dawałam za wygraną. „Ann, bo ja…” nie dokończył zdania, gdyż w tym akurat momencie przed klubem pojawiła się cała paczka zwariowanych kolegów Tony’ego. „chodźcie kochasie, idziemy na wyścigi. Tutaj zaczyna robić się nudno.” Tony tylko spojrzał na mnie i objął kierując w stronę grupki „pogadamy później.” Przeszliśmy kawałek, gdy nagle wyszliśmy na coś w stylu parkingu, z tym wyjątkiem, że roiło się na nim od niezliczonej ilości motorów. No muszę przyznać, że troszkę mnie to zaintrygowało. Byłam ciekawa co czeka mnie dzisiejszej nocy. Pełno ludzi przemierzających od motoru do motoru, dziewczyny ubrane w dość skąpe stroje poprawiały makijaż, niektórzy zawodnicy byli już kompletnie gotowi do rywalizacji i ustawiali się na wyznaczonych miejscach przy linii startowej. Po niespełna dwudziestu minutach, wszyscy byli gotowi. Jeźdźcy ustawieni na starcie, dziewczyny obrócone tyłem do zawodników, zapięte z nimi pasami. Oczekiwałam z zaciekawieniem na rozpoczęcie się rywalizacji, kiedy ktoś podbiegł do mnie, łapiąc, a raczej szarpiąc mnie za rękę i prowadząc w kierunku czerwonego motoru, szczerze mówiąc byłam przerażona. Na szczęście Tony zareagował w porę i odebrał mnie temu kolesiowi. W duchu dziękowałam Bogu…przecież ja pierwszy raz widzę takie coś, a co dopiero brać  w tym udział. Wyścigi się rozpoczęły. Ludzie dopingowali głośno, atmosfera była napięta. Nic dziwnego jak ludzie obstawiali niebyle jakie pieniądze, kto dziś wygra. Zafascynowana śledziłam losy zawodników. Nawet nie wiek kiedy wokół mnie zrobiło się pusto.  Szukałam wzrokiem przede wszystkim Tony’ego, ale on jakby zapadł się pod ziemię. Wtedy przypomniałam sobie o naszej niedokończonej rozmowie. Na tę myśl, aż przeszły mnie dreszcze. Co on znowu zrobił? Zadawałam sobie te pytanie w duchu chyba z tysiąc razy. Okej, rozumiem, że on nigdy nie był aniołkiem, lubił dużo wypić i bawić się na krawędzi, ale odkąd mnie poznał, zmienił się. Coś mi się zdaje, że to ci jego „dawni kumple” mają coś powiązanego z jego zmianą zachowania. Szukałam i szukałam. Nic. Zmęczona bezowocnymi poszukiwaniami, odczułam potrzebę skorzystania z ubikacji. Nie ciężko mi było ją znaleźć gdyż ten ogromny parking znajdował się zaraz niedaleko małego domku, coś w stylu wakacyjnego. Wchodząc, natknęłam się na dwóch kolesi. Śmiali się głośno z czegoś, lecz gdy tylko ja się pojawiłam, ucichli. Jeden z nich wstał, jego mina nie wyrażała żadnych emocji. Szczerze, umierałam z przerażenia. Podszedł do mnie. Czułam na sobie ich wzroki, a szczególnie tego, który podszedł do mnie. „hej lala, a ty tutaj czego? Zgubiłaś się? Może jesteśmy w stanie ci w czymś pomóc? Odpowiedział. Na kilometr czuć było od niego alkohol.  „ja tylko…przyszłam..no…skorzystać z ubikacji.” Zmierzył mnie wzrokiem, po czym szepnął na ucho „ masz szczęście, że znamy Tony’ego i nie jest nam już niczego winien, inaczej czekał by cię marny los jeśli mam być szczery”. Obrzydliwie oblizał wargi. „ znacie Tony’ego? Ale skąd?” zapytałam, zupełnie zbita z tropu. „oooj no  zobacz Mikel, chłopaczyna nic nie powiedział swojej ukochanej dziewczynie. Nie ładnie, chyba będziesz musiała z nim bardzo poważnie porozmawiać” Popatrzał się po czym wypchał mnie z domku. „idz już. Póki nie masz jeszcze kłopotów” zatrzasnął za mną drzwi z hukiem. Co do cholery miało to znaczyć. Muszę znaleźć Tony’ego i to jak najszybciej. Wróciłam jeszcze raz na parking. Zauważyłam bardzo rozweselonego chłopaka w grupce swoich znajomych. Podeszłam szybkim krokiem, po czym złapałam go za rękę i wyprowadziłam na pobocze. „ mieliśmy chyba coś dokończyć, prawda? Nieco zdenerwowana, wyrzuciłam to z siebie. „ nie teraz Ann, widzisz, że jest fajna atmosfera, nie psujmy tego” odpowiedział tak jakby nic się nigdy nie wydarzyło. „ aha, czyli jak mnie jacyś kolesie po raz kolejny będą chcieli porwać czy coś gorszego zrobić, to wtedy też nie będziesz chciał psuć atmosfery, tak ? nastała cisza. „jak to napaść? Coś się stało? O czym nie wiem ?. „ może gdybyś nie był tak zajęty swoimi kumplami, a bardziej byś się mną interesował to zauważyłbyś” nic nie powiedział. „ byłam przed chwilą w tamtym domku, jacyś kolesie, którzy tam siedzieli twierdzą, że cię znają i tylko dlatego, uszłam z życiem. Może mi to wyjaśnisz?”. Gdy tylko spojrzał w kierunku domku, było można zauważyć grymas na jego twarzy. „ po cholerę tam szłaś, głupia jesteś czy jak. Miałaś się nigdzie nie oddalać ! „ wykrzyczał to w taki sposób jakby nie dochodził do niego fakt, że to dzięki jego nieobecności tam poszłam. „ przecież ci mówię, że nigdzie cię nie było…z resztą nie mam ochoty się z tobą kłócić, żegnam” wypowiadając te ostatnie słowa odeszłam. Chłopak stał, nieruchomo na swoim miejscu jeszcze przez chwilę. Co gorsza, nie pobiegł za mną, nawet po to aby mnie przynajmniej odprowadzić do domu. Wiedział, że to nie jest bezpieczna okolica, a jednak mnie tu przywlekł. Dziwne, ale odchodząc słyszałam głosy któregoś z jego kumpli „ zostaw ją niech idzie, mniej kłopotów będzie”. Słysząc te słowa, wybuchłam płaczem. Dlaczego on się tak zachowuje? Już sama nie wiem co myśleć. Widocznie kumple są dla niego ważniejsi.
 ___________________________________________

Z tego powodu, że dodaję rozdziały i żadnego komentarza nie ma, a są osoby któe czytaja, wprowadzam zasadę- minimum 2 komentarze pod postem. Przepraszam ,ale muszę :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz