wtorek, 30 kwietnia 2013

rozdział 5



„Tony o co chodzi ? Proszę nie każ mi dłużej czekać”. On spuścił wzrok . Milczał. Przeciągająca się cisza, tylko robiła cała atmosferę bardziej napiętą niż już wystarczająco była. „bo widzisz…nie wiesz o mnie wszystkiego..” znowu nastała cisza. „ to mi opowiedz to co pominąłeś.” Nie dawałam za wygraną. „Ann, bo ja…” nie dokończył zdania, gdyż w tym akurat momencie przed klubem pojawiła się cała paczka zwariowanych kolegów Tony’ego. „chodźcie kochasie, idziemy na wyścigi. Tutaj zaczyna robić się nudno.” Tony tylko spojrzał na mnie i objął kierując w stronę grupki „pogadamy później.” Przeszliśmy kawałek, gdy nagle wyszliśmy na coś w stylu parkingu, z tym wyjątkiem, że roiło się na nim od niezliczonej ilości motorów. No muszę przyznać, że troszkę mnie to zaintrygowało. Byłam ciekawa co czeka mnie dzisiejszej nocy. Pełno ludzi przemierzających od motoru do motoru, dziewczyny ubrane w dość skąpe stroje poprawiały makijaż, niektórzy zawodnicy byli już kompletnie gotowi do rywalizacji i ustawiali się na wyznaczonych miejscach przy linii startowej. Po niespełna dwudziestu minutach, wszyscy byli gotowi. Jeźdźcy ustawieni na starcie, dziewczyny obrócone tyłem do zawodników, zapięte z nimi pasami. Oczekiwałam z zaciekawieniem na rozpoczęcie się rywalizacji, kiedy ktoś podbiegł do mnie, łapiąc, a raczej szarpiąc mnie za rękę i prowadząc w kierunku czerwonego motoru, szczerze mówiąc byłam przerażona. Na szczęście Tony zareagował w porę i odebrał mnie temu kolesiowi. W duchu dziękowałam Bogu…przecież ja pierwszy raz widzę takie coś, a co dopiero brać  w tym udział. Wyścigi się rozpoczęły. Ludzie dopingowali głośno, atmosfera była napięta. Nic dziwnego jak ludzie obstawiali niebyle jakie pieniądze, kto dziś wygra. Zafascynowana śledziłam losy zawodników. Nawet nie wiek kiedy wokół mnie zrobiło się pusto.  Szukałam wzrokiem przede wszystkim Tony’ego, ale on jakby zapadł się pod ziemię. Wtedy przypomniałam sobie o naszej niedokończonej rozmowie. Na tę myśl, aż przeszły mnie dreszcze. Co on znowu zrobił? Zadawałam sobie te pytanie w duchu chyba z tysiąc razy. Okej, rozumiem, że on nigdy nie był aniołkiem, lubił dużo wypić i bawić się na krawędzi, ale odkąd mnie poznał, zmienił się. Coś mi się zdaje, że to ci jego „dawni kumple” mają coś powiązanego z jego zmianą zachowania. Szukałam i szukałam. Nic. Zmęczona bezowocnymi poszukiwaniami, odczułam potrzebę skorzystania z ubikacji. Nie ciężko mi było ją znaleźć gdyż ten ogromny parking znajdował się zaraz niedaleko małego domku, coś w stylu wakacyjnego. Wchodząc, natknęłam się na dwóch kolesi. Śmiali się głośno z czegoś, lecz gdy tylko ja się pojawiłam, ucichli. Jeden z nich wstał, jego mina nie wyrażała żadnych emocji. Szczerze, umierałam z przerażenia. Podszedł do mnie. Czułam na sobie ich wzroki, a szczególnie tego, który podszedł do mnie. „hej lala, a ty tutaj czego? Zgubiłaś się? Może jesteśmy w stanie ci w czymś pomóc? Odpowiedział. Na kilometr czuć było od niego alkohol.  „ja tylko…przyszłam..no…skorzystać z ubikacji.” Zmierzył mnie wzrokiem, po czym szepnął na ucho „ masz szczęście, że znamy Tony’ego i nie jest nam już niczego winien, inaczej czekał by cię marny los jeśli mam być szczery”. Obrzydliwie oblizał wargi. „ znacie Tony’ego? Ale skąd?” zapytałam, zupełnie zbita z tropu. „oooj no  zobacz Mikel, chłopaczyna nic nie powiedział swojej ukochanej dziewczynie. Nie ładnie, chyba będziesz musiała z nim bardzo poważnie porozmawiać” Popatrzał się po czym wypchał mnie z domku. „idz już. Póki nie masz jeszcze kłopotów” zatrzasnął za mną drzwi z hukiem. Co do cholery miało to znaczyć. Muszę znaleźć Tony’ego i to jak najszybciej. Wróciłam jeszcze raz na parking. Zauważyłam bardzo rozweselonego chłopaka w grupce swoich znajomych. Podeszłam szybkim krokiem, po czym złapałam go za rękę i wyprowadziłam na pobocze. „ mieliśmy chyba coś dokończyć, prawda? Nieco zdenerwowana, wyrzuciłam to z siebie. „ nie teraz Ann, widzisz, że jest fajna atmosfera, nie psujmy tego” odpowiedział tak jakby nic się nigdy nie wydarzyło. „ aha, czyli jak mnie jacyś kolesie po raz kolejny będą chcieli porwać czy coś gorszego zrobić, to wtedy też nie będziesz chciał psuć atmosfery, tak ? nastała cisza. „jak to napaść? Coś się stało? O czym nie wiem ?. „ może gdybyś nie był tak zajęty swoimi kumplami, a bardziej byś się mną interesował to zauważyłbyś” nic nie powiedział. „ byłam przed chwilą w tamtym domku, jacyś kolesie, którzy tam siedzieli twierdzą, że cię znają i tylko dlatego, uszłam z życiem. Może mi to wyjaśnisz?”. Gdy tylko spojrzał w kierunku domku, było można zauważyć grymas na jego twarzy. „ po cholerę tam szłaś, głupia jesteś czy jak. Miałaś się nigdzie nie oddalać ! „ wykrzyczał to w taki sposób jakby nie dochodził do niego fakt, że to dzięki jego nieobecności tam poszłam. „ przecież ci mówię, że nigdzie cię nie było…z resztą nie mam ochoty się z tobą kłócić, żegnam” wypowiadając te ostatnie słowa odeszłam. Chłopak stał, nieruchomo na swoim miejscu jeszcze przez chwilę. Co gorsza, nie pobiegł za mną, nawet po to aby mnie przynajmniej odprowadzić do domu. Wiedział, że to nie jest bezpieczna okolica, a jednak mnie tu przywlekł. Dziwne, ale odchodząc słyszałam głosy któregoś z jego kumpli „ zostaw ją niech idzie, mniej kłopotów będzie”. Słysząc te słowa, wybuchłam płaczem. Dlaczego on się tak zachowuje? Już sama nie wiem co myśleć. Widocznie kumple są dla niego ważniejsi.
 ___________________________________________

Z tego powodu, że dodaję rozdziały i żadnego komentarza nie ma, a są osoby któe czytaja, wprowadzam zasadę- minimum 2 komentarze pod postem. Przepraszam ,ale muszę :*

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

rozdział 4

Rano jak zwykle, praca. Choć tak bardzo nie chciało mi się dzisiaj wstawać, przemogłam się i powędrowałam w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, wymalowałam, wyprostowałam włosy, po czym udałam się na dół do kuchni. Napotkałam w niej Tony’ego krzątającego się, podśpiewując coś pod nosem. „chyba ma dobry humor” pomyślała. Dobrze, może jego dziwne zachowanie to było tylko takie momentowe, oznaczające coś w stylu nagłego buntu przeciwko brutalnej rzeczywistości? Może ma problemy w pracy? Nie no sam powiedział, że jak będzie dobry moment to mi powie, nic na siłę. Gdy weszłam do pomieszczenia, chłopak momentalnie się obrócił w moją stronę, witając szerokim, szczerym uśmiechem. „dzień dobry piękna, ślicznie dziś wyglądasz. Zrobiłem dziś śniadanie, wiesz tak na poprawę humoru” puścił oczko w moją stronę, po czym podszedł bliżej mnie i przytulił. Czułam, że wszystko wraca do normy. ”kochany jesteś, dzięki tobie nie spóźnię się znowu do pracy i obejdzie się bez wymówek Fitzgeralda.” Po czym namiętnie go pocałowałam. „nie przejmuj się starym prykiem, jak ci coś nie będzie odpowiadać, daj znać i wszystko się zmieni”. „wiesz dobrze, że choć praca jest strasznie nudna, lubię ją. Kocham cię, ale już będę musiała lecieć. Pa” po czym zabrałam szybko tosta i pokierowałam się do samochodu. Wsiadając usłyszałam krzyk Tony’ego „ Ann, a co powiesz na to, żeby dziś wyskoczyć na miasto, do baru.? Poznasz w końcu resztę moich znajomych?”.  Bez namysłu zgodziłam się na propozycję chłopaka myśląc, że w końcu będę miała szanse dowiedzieć się czegoś więcej na temat tych jakże „podejrzanych typów”.
W pracy dzień minął naprawdę bardzo szybko. Może to ta myśl, że dziś znowu wychodzimy gdzieś z Tony’m tak na mnie podziałała. W końcu nie często gdzieś oboje chodziliśmy. Ja zawsze biblioteka, on komis samochodowy na pierwszym miejscu. Cóż, nadszedł chyba czas by w końcu zaszaleć i mówiąc szczerze….podobało mi się to.
Po powrocie do domu, postanowiłam nie powtarzać sytuacji z ostatniego wypadu. Szybko doprowadziałam się  do porządku, wybrałam mała czarną i nieco obcisła sukienkę a do tego czerwone, wysokie szpilki. Gdy tylko Tony mnie zobaczył, widziałam zaskoczenie i fascynację wymalowaną na jego twarzy. „i jak?” zapytałam. Nastała cisza. Głucha cisza. „Cholera, a jeśli przesadziłam? Przecież wiem, że ma chwile zazdrości, a przecież idziemy z jego kumplami, a nie bandą, z którą chodzimy zazwyczaj. Głupia ja” zbeształam się w duchu i gdy już kierowałam się na górę by zmienić strój, Tony pociągnął mnie za rękę. „ stój, przepraszam, ale nie potrafię wydusić z siebie słowa, żeby opisać to co widzę. Wyglądasz olśniewająco” po czym złożył na mych ustach tak namiętny pocałunek, że było o krok o posunięcia się troszkę dalej. „ zająłbym się tobą, ale musimy już wyjść, żeby się nie spóźnić. Dokończymy to” po czym pocałował mnie jeszcze raz i ruszyliśmy w stronę klubu. Muzyka grała głośno i tyle co przyszliśmy, dołączyli do nas znajomi mojego chłopaka. Tony przedstawił mnie wszystkim i imprezka się zaczęła. Muszę przyznać, że chyba źle ich oceniłam. Każdy z nich śmiał się, żartował, po prostu miał pewnie świetny humor. Jedynie znowu Tony zachowywał się nieco inaczej. Nie spuszczał ze mnie wzroku, odchodząc ciągle w tłum. Jego kolega, Nick, miał chyba za zadanie pilnować mnie, co muszę przyznać świetnie mu wychodziło. Na początku nieco czułam dyskomfort, lecz po paru drinkach to uczucie stało się mi obce. Tańczyliśmy na parkiecie niczym zawodowi tancerze, nie raz przesadzając troszkę. Jednak Tony’emu chyba to nie przeszkadzało, gdyż jego humor diametralnie się zmienił i z poddenerwowanego i troszkę tajemniczego chłopaka zrobiła się dusza towarzystwa. Wszędzie go było pełno, ciągle  przynosił piwa i te tańce na parkiecie z innymi dziewczynami. Tym razem to ja byłam nieco zazdrosna. Wiem, że ja z Nickiem momentami przesadzaliśmy ale on…chyba czuł się ponownie jak singiel. Przeprosiłam Nicka na chwilkę i udałam się w kierunku mojego kochasia. „Tony, mogę cię na chwile prosić?”. „zaraz, po tej piosence, wiesz, że ją lubię” odparł z oburzeniem. Aż się we mnie zagotowało, naprawdę przesadzał. „będę przy barze” odpowiedziałam, po czym udałam się w jego kierunku. Dosiadł się do mnie Nick. Polubiłam go, wydawał się być jedynym z nowych znajomych, z którym mogłam pogadać i się pobawić, lecz gdy dołączył do nas Tony, momentalnie znikł. „co chciałaś?” odparł w taki sposób jakby nic się nie stało. „czy ty aby nie przesadzasz? Co się z tobą dzieje? Ostatnio jesteś jakiś dziwny, choćby nie sobą, a dziś….czy ja ci nie wystarczam? Jest nam źle?” wypowiadając te słowa, pod koniec zaczęłam już wrzeszczeć a do oczu zaczęły napływać mi łzy. Nic na to nie poradzę, że jestem emocjonalną osobą. A szczególnie jak wypije. „Ann, to nie tak jak myślisz. Chodzi ci o te laskę na parkiecie, tak?” widać, że poczuł skruchę. „ nie tylko, ogólnie nie jesteś sobą, a mam poczucie, że mi nie ufasz, bo nie mówisz mi wszystkiego” oparłam się o ścianę. Miałam już dość, chciałam wracać do domu. „ to nie tak, że ci nie ufam, lecz nie mogę ci powiedzieć. Byłabyś zła i obawiam się, że mógłbym cię stracić.” Wypowiedział te słowa z takim przejęciem, że naprawdę zrobiło mi się go żal. Chciałam wiedzieć co przeszkrobał tym razem, ale z drugiej strony bałam się i szanowałam to, że nie ma ochoty o tym mówić. „kocham cię, dobrze o tym wiesz. Dużo ze sobą przeszliśmy i zawsze mogłam na  ciebie liczyć. Teraz ja chcę ci pomóc. Cokolwiek to jest, przejdziemy przez to razem” po czym go przytuliłam. „w takim razie wyjdźmy na zewnątrz”.

niedziela, 28 kwietnia 2013

rozdział 3



Rano obudziłam się z okropnym bólem głowy. No tak, poprzednia noc należała to tych z dziedziny ‘jak melanż to jadymy durś bez pauzy’. Przewróciłam się na drugi bok by sprawdzić w jakim stanie jest Tony. Ku mojemu zaskoczeniu, nie było go łóżku. Usiłowałam przypomnieć sobie choć część wydarzeń ze wczorajszej nocy, lecz muszę przyznać, że na prawdę tym razem poniósł mnie melanż. Nie byłam nawet pewna w jaki sposób trafiłam do domu. Nie wiele myśląc, zabrałam gorącą kąpiel. Gdy opróżniałam torebkę, natrafiłam na zgnieconą w formę kulki chusteczkę, na której widniał numer telefonu z podpisem „Nath, zadzwoń, proszę;*” po przeczytaniu, nagle wszystkie wspomnienia z wczorajszej imprezy powróciły…box, brak Tony’ego, drinki, bar, Nath, tańce, flirty i odwózka  do domu. „ Kurcze…no nieźle…” odezwałam się cicho do siebie”. Następnie wstukałam numer do telefonu i pozbyłam się „dowodu” .  Nie obyło się również bez wydzwaniania chyba z milion razy do Tony’ego, oczywiście bez odzewu. Pod wieczór, leżąc i oglądając telewizję, usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Udałam się do przedpokoju zastając tam kompletnie pijanego mojego chłopaka, opartego o ścianę i próbującego nachalnie ściągnąć buta. „Pomożesz?” wydukał coś w  moją stronę. Wkurzył mnie. To zupełnie  nie jest do niego podobne. Teraz byłam przekonana, że coś lub KTOŚ ma na niego zły wpływ. Ściągając mu buty i położywszy go spać zaczęłam rozmyślać. Z natłoku myśli wyrwał mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. „cześć, jak głowa? J” . Nie wiedziałam, czy dobrym pomysłem było odpisywanie na tego sms gdyż wczoraj byłam kompletnie pijana. Pomimo tego coś pchało mnie żeby to uczynić „Cześć, uwierz, bywało lepiej J „ kliknęłam ‘wyślij’. Po niecałej minucie otrzymałam odpowiedz. „ haha domyślam się J co jak co, ale muszę przyznać,  że tancerka z ciebie dobra jest xx” . Czytając te wiadomość, oblałam się rumieńcem. Boże co ja tam musiałam wyprawiać… „ dobrze, że nie wszystko pamiętam, bo chyba zapadłabym się pod ziemię…” odpowiedziałam. „ daj spokój, Jay’a i tak nikt nie pobije. Otwieranie butelki zębami…x” Na tę myśl, roześmiałam się w myślach. No tak jego znajomi wiedzą jak się dobrze bawić. Co nie oznacza, że Nath nie wie. Chociaż był trzeźwy to wykazał się niesamowitą dawką humoru, na parkiecie to dancer numer jeden no i odwiózł mnie do domu chociaż wcale nie musiał…to zadanie mojego..eckhm…chłopaka. Na tę myśl, nie wiadomo dlaczego zrobiło mi się smutno. Oczywiście kocham Tony’ego i nie wyobrażam sobie mojego życia bez niego ale…ostatnio jakby nie jest sobą. „ Może spotkamy się kiedyś ? xx „ Na tego sms nie wiedziałam co odpisać. I do tego ‘xx’ oznaczające :*… Nie, to się musi skończyć. Fajny z niego facet, ale ta znajomość nie ma sensu. Postanowiłam więc nie odpowiadać już na jego widomości chcąc żeby kontakt się urwał. Weszłam więc na piętro do pokoju, w którym nocował Tony. „nad czym tak myślisz?” zapytałam kładąc się obok niego. „o niczym ,tak po prostu”. „przecież widzę, że coś cię gryzie. Powiedz mi, proszę”. Przybliżyłam się do niego, obejmując tym samym. „chciałem cię w ogóle przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. Nie powinienem się z nimi szlajać, tak wyszło..” po czym zamilkł. A więc to z tymi podejrzanymi typami się szlajał. A może to od tego momentu jak oni się ponownie pojawili w jego życiu, tak dziwnie się zachowuje? Tysiące pytań bombardowały moją głowę niczym bombowiec, ale wiedziałam, że teraz nie jest odpowiedni moment na taką rozmowę. „ jasne, każdy ma czasem takie dni. Kocham cię”. Tony spojrzał na mnie po czym namiętnie pocałował. „ masz czasem tak, że nie wiesz co zrobić, że nie wiesz co jest dobre, a co złe ?. Tym pytaniem mnie zaskoczył. Co takiego miał na myśli zadając pytanie takiego typu? „ myślę, że każdy z nas tak ma. A dlaczego pytasz ?”. „ teraz to nie ma znaczenia. Tak tylko pytałem”. „ jak co, wiesz, że możesz na mnie liczyć”. Przytuliłam go mocno. „tak wiem, dlatego tak bardzo cię kocham”. 
________________________________________________________________________________
Bardzo bym prosiła o wasze opinie na temat tego bloga. Każdy kto go przeczyta, proszę, niech pozostawi po sobie ślad :) jeżeli ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach, proszę w komentarzu podać link do swego bloga. :)

sobota, 27 kwietnia 2013

rozdział 2



" Boże gdybym miał się urodzić kobietą to chyba wolałbym już być mrówką, konikiem polnym, a nawet taką dżdżownicą. Wszystko tylko by nie mieć takich problemów z doborem ciuchów jak wy” odpowiedział lekko podenerwowany Tony . Nie moja( hmm a może jednak moja? ), że chce wyglądać dla niego jak najlepiej. Oczywiście według jego toku myślenia, robię to specjalnie żeby „wyrwać” kogoś lepszego niż on. Naprawdę nie rozumiem go ostatnimi czasy. Nie dość, że poddenerwowany chodzi, chamsko się odzywa do mnie (do co wcześniej było nie do pomyślenia), wszystko przeszkadza i na dodatek jest zazdrosny bardziej niż to było nawet na początku naszego związku. Zrezygnowana, pospiesznie wyciągnęłam z szafy niebieską sukienkę w kwiatki na ramiączkach i do tego czarne sandałki na koturnie z paseczkiem na około kostki. Dobrym dodatkiem okazała się również malutka, beżowa torebeczka w kształcie kwiatka. Schodząc po schodach, w kącie przy blacie kuchennym zauważyłam Tony’ego rozmawiającego szeptem przez komórkę. Wyglądało to jakby się z kimś  potajemnie umawiał. „Tony wszystko w porządku?” weszłam do kuchni. „muszę kończyć, wyśle ci potem esa” odpowiedział pospiesznie po czym odwrócił się w moją stronę. „jasne kochanie, ślicznie wyglądasz, ale wiesz, że bez tej seksownej sukieneczki wyglądałabym jeszcze seksowniej” posyłając mi dwuznaczne spojrzenie, poszedł do mnie, łapiąc za biodra i przysuwając me ciało bardzo blisko niego. „Tony, proszę cię nie teraz. Mieliśmy już wychodzić, bo jak samo 20 minut temu mi mówiłeś spóźnimy się…” W tym momencie, z czarującego chłopaka, zmienił się „w tego”, którego tak ciężko mi było zrozumieć. Spojrzał w głąb mych oczu z takim wyrzutem, że w mojej głowie pojawiło się tysiąc myśli o co mu chodzi. „ w takim razie chodź” szarpnął mnie za rękę po czym zaprowadził do auta.
W klubie było dużo ludzi. W powietrzu unosił się zapach alkoholu, dymu papierosowego oraz opary z tak zwanego „sztucznego dymu”. Muzyka głośno grała, a jej basy dudniły w mej klatce piersiowej niczym dzwon. „Tam są” krzyknął w moją stronę Tony, po czym złapał za rękę i pociągnął w swoją stronę. W boksie siedzieli nasi znajomi : Michel z Mike’m, Corrie z Piter’em, Chris z Caroline oraz Tayler z Cassie.  Było także paru, których widziałam dopiero po raz pierwszy. Wymawiając w myślach to zdanie, momentalnie 2 kolesi, którzy siedzieli na dostawianych krzesłach w boksie podeszło chcąc się przedstawić. Jak się okazało, byli to dawni koledzy Tony’ego ze szkoły. Zdziwiło mnie to na początku, nie powiem, bo chłopcy wyglądali bardzo podejrzanie. Jednak nie chciałam sprawiać przykrości, a co ważniejsze, ponownego ataku złości ze strony swego chłopaka, zostawiłam ten temat. Po paru drinkach atmosfera pośród nas się rozluźniła. Każdy z każdym zaczął żartować i tańczyć. Wyrwana z dobrej atmosfery poprzez moją ulubioną piosenkę wydobywającą się z głośników, zauważyłam, że w zasięgu mego wzroku nie widzę nigdzie Tony’ego. Wychodząc z dziewczynami na parkiet, tańcząc w rytm muzyki, rozglądałam się z moim chłopakiem. Nie mogłam go nigdzie dostrzec, a pytając się koleżanek czy go widziały, odpowiedziały wesoło, że pewnie pije gdzieś z chłopakami. Pod wpływem szumów w mojej głowie, uwierzyłam i uspokoiłam się nieco, Przecież jest dorosły, sam potrafi się o siebie zatroszczyć. Gdy jest się pod wpływem alkoholu, a wokoło leci klubowa muzyka człowiek ma ochotę na więcej. Podeszłam wiec do baru. Delektując się przepysznym drinkiem, poczułam rękę na mym ramieniu. „ Co taka piękna dziewczyna jak ty robi sama przy barze zatapiając swoje smutki przy drinku?” do mych uszu dobiegł zachrypnięty, niski i….seksowny głos chłopaka. Odwróciłam się i moje oczy znów napotkały oczy chłopaka, który przyglądał mi się uważnie przez cały okres trwania wieczorku sław. „przepraszam, znamy się?” zapytałam, dobrze jednak kojarząc te twarz. „jestem Nathan, powinnaś mnie kojarzyć z wieczoru gwiazd.. mogę poznać twoje imię?” Sama nie wiedziałam co mam myśleć. Przecież Tony mógł w każdej chwili się pojawić i znowu się wkurzyć, że rozmawiam z jakimś nieznajomym kolesiem. „chyba nie powinnam z tobą rozmawiać” odpowiedziałam pociągając tym samym łyk swojego drinka. „ nie musisz się mnie obawiać, chciałem tylko pogadać. Koledzy, z którymi tutaj przybyłem są już nieźle wstawieni i nudzi mi się trochę być tutaj…tak na trzeźwo” dodał, ściszając głos przy końcu zdania.” A kto ci każe siedzieć tutaj na trzeźwo?” odparłam zdziwiona. „ mam misję…”rozglądnął się tajemniczo. „powiem ci, ale nie możesz tego nikomu powiedzieć, bo mnie zabiją” powiedział to z takim przekonaniem, że nachyliłam się w jego stronę „ możesz mi zaufać…”. „musze odwieźć chłopaków do domu, bo jak znowu któryś z nich zawędruje nie tam gdzie trzeba, będę musiał poświęcić cały jutrzejszy dzień na poszukiwania, a uwierz mam ciekawsze rzeczy do roboty” po czym wybuchł nieopanowanym śmiechem. Nie wiem dlaczego, może to z powodu ilości wypitego alkoholu, może muzyki ale zaczęłam się histerycznie śmiać. Sam chłopak był lekko zaskoczony, ale widać było, że jest z siebie dumny. „ jestem Ann”. Wyciągnęłam rękę. „ ja Nath, miło mi”. 
__________________________________________________________________________________
 

Kochani, tak jak obiecałam kolejny rozdział jest dłuższy :)
Proszę Was bardzo o wyrażaniu swojej opinii na temat mojego debiutanckiego bloga ; *

rozdział 1

"Ten chłopak ciągle się na ciebie patrzy" moja koleżanka Emily nachylając się do mnie, zeszpnęła na ucho. "Oj skończ, lepiej byś się na pracy skupiła. Zaraz  pan Fitzgerald powinienien przyjechać i zobaczysz, będzie awantura o te kartony w magazynie".
Emily, pomimo tego, że jej rodzice są zamożni, pracuje razem ze mną w pobliskiej bibliotece niedaleko parku. Nie ma tutaj tłoku, a wręcz przeciwnie, jak chociaż  2 osoby dziennie odwiedzą tę jak to Tony określił " dziurę zabitą dechami i wypchaną starociami" to na prawdę jest sukces. Dziś, jak każdego piątku, pan Fitzgerald zorganizował wieczorek sław. Powiem szczerze, że nienawidzę tych spotkań. Zlatują się jacyś chorzy i niedowartościowani poeci, którzy dyskutują na temat tych swoich "dzieł". Nic niestety nie mogę na to poradzić, bo jakby nie było to dzięki nim mam za co opłacić studia. Dziś jednak, szef nie zaprosił żadnego poety a niejaki zespół, którego nazwy nawet nie pamiętam. Piątka chłopców, kilku menadżerów, nie powinno być aż tak nudno. "Ann !Ann! ziemia do Ann !" wyrwała mnie z rozmyślań Emily " ty mnie do pracy zaganiasz, a sama jesteś nie obecna. Idę  do baru na dole po po coś do zjedzenia dla naszych sław, chcesz też coś? uśmiechnęła się. " nie dzięki, chcę jak najszybciej skończyć to co mam do roboty i idę z Tony'm do klubu." Ostatnio nie bardzo się nam układa, jest jakiś taki poddenerwowany, ale za każdym razem kiedy się go pytam o co chodzi, zbywa mnie w dość chamski sposób. Może dziś uda mi się coś od niego wyciągnąć.  "okej, jakby nasze sławki czegoś potrzebowały, zajmij się nimi " puściła mi oczko kumpela po czym wyszła. Faktycznie, cały czas odkąd oni się pojawili czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Czułam się  z tym źle. Postanowiłam jednak sprawdzić komu aż tak bardzo zaimponowała moja bezczynność przed komputerem. Wychylając lekko głowę zza urządzenia, moje oczy automatycznie spotkały się ze ślicznymi, zielono-niebieskimi oczkami. Dziwne, lecz nie mogłam oderwać od nich wzroku. Jego twarz...hmmm. Brązowe włosy z grzywka zaczesaną na bok, nieco krzaczaste brwi, które dodawały mu uroku i ten full cap. Gdy fascynacja dobiegła końca, chłopak uśmiechnął się nieśmiale wywołując  tym samym u mnie zawstydzenie.  "Skończ, przecież masz chłopaka, którego kochasz. Wracaj do pracy!" zbeształam samą siebie w duchu. Spojrzałam w stronę chłopaka raz jeszcze, on w dalszym ciągu nie spuszczał ze mnie wzroku. Czułam się dziwnie. Emily wróciła, spotkanie się rozpoczęło, a ja pogrążona w obliczeniach kończyłam prace.


_______________________________________________________________________________

Następne posty będą dłuższe, obiecuję :)  dziś to tylko takie wprowadzenie xD
Jeżeli chcecie zareklamować wasze opowiadania to prosze wysylać mi linki na mail : sajka@onet.eu :)