piątek, 14 czerwca 2013

rozdział 14



Poranne promienie świecąc na ma twarz przebudziły mnie. Spojrzałam na zegarek. 7:30. Zdecydowanie za wcześnie, pomyślałam w duchu po czy bezwładnie opuściłam głowę na poduszkę. Kręciłam się i wierciłam. Na nic. Postanowiłam, więc się już dłużej nie katować i powędrowałam w stronę toalety. Pozwoliłam sobie dziś troszeczkę dłużej postać pod prysznicem i pozwolić by strumień gorącej wręcz wody spływał po mym ciele niczym wodospad. Następnie zrobiłam makijaż i wyprostowałam włosy. Nakładając podkład, zauważyłam fioletowo- żółtą plamę wokoło lewego oka. Serce zaczęło mi szybciej bić na samą myśl wczorajszych wydarzeń. Nałożyłam grubszą warstwę niż zwykle i poprawiłam pudrem dla lepszego efektu. Kto by pomyślał, że ja, ja zostanę pobita przez własnego chłopaka, chłopaka, którego kocham. Tak. Ja go kocham. I to jest właśnie najgorsze. Nagle z natłoku myśli wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Kto to taki o takiej porze? Pomyślałam. Zeszłam pospiesznie na dół i otwierając drzwi ujrzałam posturę mężczyzny. Serce znów zaczęło mi bić, bo tym mężczyzną okazał się Tony. Pomyślałabym, że chce mnie przeprosić za swoje zachowanie i w ogóle, lecz zmyliła mnie ogromna walizka, która stała na kółkach obok jego nogi. „co tutaj robisz?” odezwałam się obojętnym głosem. Nie miałam najmniejszej ochoty udawać, że jest inaczej, że cieszę się na jego widok. „ Stoję, nie widzisz? ‘ odpowiedział beszczelnie. „To równie dobrze możesz sobie pójść, nie mam ochoty się z tobą widzieć”. Nie dałam mu za wygraną. „ oj weź skończ, dalej się gniewasz za wczoraj? Przecież nic ci nie ma.” No nie tego to już było za wiele. „ Bo starannie to ukrywał pod grubą maską tapety” wykrzyczałam. „a może chcesz zobaczyć moje posiniaczone ręce  co ? dokończyłam. Nastała cisza. „ nie chcesz mnie teraz widzieć, spoko, rozumiem, ale jak ci przejdzie to spakój się do tej walizki, jest większa niż ta od rodziców.” Po czym podał przez próg walizkę. Stałam tak i wpatrywałam się tępo w jego stronę. „ty kpisz, tak?” zapytała z niedowierzaniem. „przecież mówiłam ci, że nigdzie z tobą nie jadę!” odparłam po czym przeniosłam walizkę za próg tam gdzie stała pierwotnie, koło jego nogi. Mogłam dostrzec jak na jego twarzy maluje się grymas wściekłości. Znowu poczułam to okropne uczucie lęku. Już mu nie ufałam. Nie po tym czego wczoraj dokonał. Cofnęłam się krok w tym. To jednak na nic gdy ten złapał mnie za rękę i swym ciałem przygniótł moje do ściany. Zabrał ręką moją twarz i patrząc głęboko w oczy rzekł „jedziesz, albo z nami koniec.” Wysyczał przez zęby. Poczułam ukłucie w sercu. Przecież dobrze wiedział, że oprócz niego nie mam nikogo bliższego. No, mam Emily, ale ona również ma chłopaka, z którym spędza czas gdy nie jest w pracy. „to jak? Pakujesz, czy ja mam się spakować, ale z twojego życia” odparł, uśmiechając się ironicznie „no tak, przecież biedna Ann nie ma nikogo oprócz mnie. I tak wiem,  że zrobisz dla mnie co zechce, masz czas do jutra. Około 13 będę żeby cię odebrać. Nie spóźnij się” odparł, po czym wziął swą rękę z mojego policzka i klepnął chamsko w mój tyłek. Ja tak tylko stałam i nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Gdy tylko chłopak opuścił mieszkanie, łzy napłynęły mi do oczu. Zaczęłam płakać niczym małe dziecko, które nie dostało wymarzonej zabawki podczas pobyty w sklepie z mamą. Chociaż nie. To było gorsze. I to uczucie bezsilności. Nie chciałam wyjeżdżać i zostawiać tutaj wszystkich, ale chyba za bardzo czułam się przywiązana do Tony’ego. To on przecież pomagał mi w moich najtrudniejszych chwilach. Uzależniłam się od niego jak od narkotyku. Czułam, że mój świat się wali. Przecież to nie był już ten Tony, którego pokochałam. On w życiu nie odezwałby się tak do mnie. A te zachowanie?
Składałam swoje rzeczy ze łzami w oczach. Jutro muszę zadzwonić do pracy, poinformować, że już więcej nie przyjdę i odebrać wypłatę za przepracowane dni. Muszę również zadzwonić do Emily. Pewnie się wkurzy, że dopiero teraz jej o tym mówię, ale mam nadzieje, że to zrozumie. No i Nathan. Tutaj będzie najgorzej, bo z nim ostatnio spędzałam dużo czasu. Ale jak to się mówi,  wszystko co dobre kiedyś się kończy.

czwartek, 6 czerwca 2013

rozdział 13



„przyznaj się, masz tutaj kogoś?” odezwał się z oburzeniem i wyrzutem w głosie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Przecież dobrze wiedział, że go kocham, że każdy swój wolny czas chce spędzać z nim, a to, że on woli go spędzać ze swoimi kumplami to przecież nie mój problem. „ że co proszę?” odezwałam się z jeszcze większym oburzeniem niż on zrobił to przed chwilą. „to co słyszałaś ! „ wykrzyknął, po czym złapał mnie mocno za rękę. Poczułam pulsujący ból w tym miejscu, który przeszywał moje ciało. „Auuuć, to boli, puszczaj” wykrzyknęłam starając się uwolnić od jego zabójczego uścisku. „dobrze wiesz, że cię kocham i każdą chwilę chcę spędzać z tobą, za to ty wolisz go spędzać z kumplami”. Cisza. „Ty głupia wariatko, nawet nie masz pojęcia co gadasz. Musiałem się z nimi trzymać by móc zarobić na nas. Na naszą przyszłość a ty? A ty masz to gdzieś i  chcesz pozostać na wieczność w tej dziurze.” To zabolało. Zaczęliśmy się kłócić jak nigdy dotąd. Wszystko mu wygranęłam, wszystko to co kumulowało się we mnie od miesięcy, wszystko to co mi się nie podobało. Teraz miałam to gdzieś. Teraz albo nigdy, taką miałam myśl w głowie. Oczywiście Tony nie dawał za wygraną. W przeciwieństwie do niego, ja gadałam prawdę i on dobrze o tym wiedział. W pewnym momencie ujrzałam złość tak zgromadzoną w jego twarzy, że się przestraszyłam. Niestety za późno. Poczułam falę bólu przepływającą przez mą twarz. TONY MNIE UDERZYŁ. Zaczęłam szlochać. Myślałam, że to go opamięta, lecz ten wpadł w furię. Zaczął mnie wyzywać od najgorszych wyzwisk, na które w życiu nie zasłużyłam. Chciałam opuścić samochód, lecz ten znów mnie przytrzymał. Bałam się jak nigdy dotąd i to w dodatku faceta, którego myślałam. Krzyczałam. W pewnym momencie uderzyłam go w twarz, ten natomiast zaskoczony moja defensywą złapał się za twarz. Wykorzystałam ten moment i otworzyłam drzwi auta. Wybiegłam na ulicę i nawet nie wiedząc gdzie, zaczęłam biec. Biec ile tylko miałam sił. Zapłakana i pobita. Ludzie się za mną oglądali, lecz mnie to nie obchodziło co sobie pomyślą. Dla mnie liczyło się tylko to żeby uciec od Tony’ego. Jak najdalej. Obróciłam się za siebie. Nie było go tam. Nigdzie go nie było. „udało mi się?” pomyślałam. Dla pewności obróciłam się raz jeszcze, gdy nagle coś pchnęło mnie prosto na ziemię. Musiałam na kogoś wpaść. Podniosłam głowę i ujrzałam postawę wysokiego mężczyzny  burzą blond loków. Nawet go nie poznałam, gdyż mój umysł był jeszcze nastawiony na tryb ucieczki. Podał mi rękę żebym mogła wstać. Widząc posiniaczone ręce, krew z nosa i rozciętą wargę, mogłam zauważyć, że mój widok go zaniepokoił. „Ann, dziewczyno, co ci się stało? Jak ty wyglądasz? Kto ci to zrobił?” zaczął bombardować mnie tysiącem pytań na raz. „chcę stąd iść, jak najszybciej, on tu zaraz pewnie będzie” przestraszona, przez łzy, wydukałam w stronę chłopaka. „dobrze, wsiadaj, zaparkowałem tutaj, zaraz cię stąd zabiorę, ale opowiesz mi co się stało okej ?” zapytał nieśmiało. Ja tylko przytaknęłam i czym prędzej wsiadłam do samochodu. Teraz już wiem, to był Jay. Kolega Nath’a. „to jak, powiesz mi co się stało i kto cię doprowadził do takiego stanu?” powiedział cicho, spokojnym i pełnym troski głosem. „Najpierw musisz mi przyrzec, że nic nie wspomnisz o tym Nath’owi. On o niczym nie może wiedzieć. Zrozumiano? Zapytałam. Nie mogłam pozwolić, by Nath o czymkolwiek   się dowiedział. Pewnie zabrałby sprawy w swoje ręce i po co ma mu się stać krzywda? Teraz już wiem, że  stary Tony nie istnieje. Teraz jest nowy. Nieobliczalny Tony. „ jak sobie życzysz. „ odpowiedział. Nastała cisza.  Gdy chłopak wysłuchał w milczeniu mojej historii, widziałam jak zaciśnął pięści. „Jeszcze  tylko tego brakowało.” Pomyślałam.