Poranne promienie świecąc na ma twarz przebudziły mnie.
Spojrzałam na zegarek. 7:30. Zdecydowanie za wcześnie, pomyślałam w duchu po
czy bezwładnie opuściłam głowę na poduszkę. Kręciłam się i wierciłam. Na nic.
Postanowiłam, więc się już dłużej nie katować i powędrowałam w stronę toalety.
Pozwoliłam sobie dziś troszeczkę dłużej postać pod prysznicem i pozwolić by
strumień gorącej wręcz wody spływał po mym ciele niczym wodospad. Następnie
zrobiłam makijaż i wyprostowałam włosy. Nakładając podkład, zauważyłam
fioletowo- żółtą plamę wokoło lewego oka. Serce zaczęło mi szybciej bić na samą
myśl wczorajszych wydarzeń. Nałożyłam grubszą warstwę niż zwykle i poprawiłam
pudrem dla lepszego efektu. Kto by pomyślał, że ja, ja zostanę pobita przez
własnego chłopaka, chłopaka, którego kocham. Tak. Ja go kocham. I to jest
właśnie najgorsze. Nagle z natłoku myśli wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Kto to
taki o takiej porze? Pomyślałam. Zeszłam pospiesznie na dół i otwierając drzwi
ujrzałam posturę mężczyzny. Serce znów zaczęło mi bić, bo tym mężczyzną okazał
się Tony. Pomyślałabym, że chce mnie przeprosić za swoje zachowanie i w ogóle,
lecz zmyliła mnie ogromna walizka, która stała na kółkach obok jego nogi. „co
tutaj robisz?” odezwałam się obojętnym głosem. Nie miałam najmniejszej ochoty
udawać, że jest inaczej, że cieszę się na jego widok. „ Stoję, nie widzisz? ‘
odpowiedział beszczelnie. „To równie dobrze możesz sobie pójść, nie mam ochoty
się z tobą widzieć”. Nie dałam mu za wygraną. „ oj weź skończ, dalej się
gniewasz za wczoraj? Przecież nic ci nie ma.” No nie tego to już było za wiele.
„ Bo starannie to ukrywał pod grubą maską tapety” wykrzyczałam. „a może chcesz
zobaczyć moje posiniaczone ręce co ? dokończyłam.
Nastała cisza. „ nie chcesz mnie teraz widzieć, spoko, rozumiem, ale jak ci
przejdzie to spakój się do tej walizki, jest większa niż ta od rodziców.” Po
czym podał przez próg walizkę. Stałam tak i wpatrywałam się tępo w jego stronę.
„ty kpisz, tak?” zapytała z niedowierzaniem. „przecież mówiłam ci, że nigdzie z
tobą nie jadę!” odparłam po czym przeniosłam walizkę za próg tam gdzie stała
pierwotnie, koło jego nogi. Mogłam dostrzec jak na jego twarzy maluje się
grymas wściekłości. Znowu poczułam to okropne uczucie lęku. Już mu nie ufałam.
Nie po tym czego wczoraj dokonał. Cofnęłam się krok w tym. To jednak na nic gdy
ten złapał mnie za rękę i swym ciałem przygniótł moje do ściany. Zabrał ręką
moją twarz i patrząc głęboko w oczy rzekł „jedziesz, albo z nami koniec.”
Wysyczał przez zęby. Poczułam ukłucie w sercu. Przecież dobrze wiedział, że
oprócz niego nie mam nikogo bliższego. No, mam Emily, ale ona również ma
chłopaka, z którym spędza czas gdy nie jest w pracy. „to jak? Pakujesz, czy ja
mam się spakować, ale z twojego życia” odparł, uśmiechając się ironicznie „no
tak, przecież biedna Ann nie ma nikogo oprócz mnie. I tak wiem, że zrobisz dla mnie co zechce, masz czas do
jutra. Około 13 będę żeby cię odebrać. Nie spóźnij się” odparł, po czym wziął
swą rękę z mojego policzka i klepnął chamsko w mój tyłek. Ja tak tylko stałam i
nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Gdy tylko chłopak opuścił mieszkanie,
łzy napłynęły mi do oczu. Zaczęłam płakać niczym małe dziecko, które nie
dostało wymarzonej zabawki podczas pobyty w sklepie z mamą. Chociaż nie. To
było gorsze. I to uczucie bezsilności. Nie chciałam wyjeżdżać i zostawiać tutaj
wszystkich, ale chyba za bardzo czułam się przywiązana do Tony’ego. To on
przecież pomagał mi w moich najtrudniejszych chwilach. Uzależniłam się od niego
jak od narkotyku. Czułam, że mój świat się wali. Przecież to nie był już ten
Tony, którego pokochałam. On w życiu nie odezwałby się tak do mnie. A te
zachowanie?
Składałam swoje rzeczy ze łzami w oczach. Jutro muszę
zadzwonić do pracy, poinformować, że już więcej nie przyjdę i odebrać wypłatę
za przepracowane dni. Muszę również zadzwonić do Emily. Pewnie się wkurzy, że
dopiero teraz jej o tym mówię, ale mam nadzieje, że to zrozumie. No i Nathan.
Tutaj będzie najgorzej, bo z nim ostatnio spędzałam dużo czasu. Ale jak to się
mówi, wszystko co dobre kiedyś się
kończy.